Minęło dwadzieścia pięć lat od śmierci mojej babci Bronki. Zmarła w swoim domu w poniedziałek, 6 kwietnia 1998 roku, około dziewiątej rano. Na moich oczach. Dwudniowa agonia zakończyła się kilkoma przyspieszonymi oddechami.
Bronka była świadoma zbliżającej się śmierci. W piątek wieczorem, kiedy zobaczyła, że przygotowuję się do mycia jej głowy, niespodziewanie odezwała się do mnie – „nie trzeba”. To były jej ostatnie słowa. O tyle niezwykłe, że wypowiedziane po kilku tygodniach milczenia.
W ciągu swego długiego życia (28.08.1902 – 06.04.1998) babcia Bronka absolutnie nie była milczkiem. Wyrosła i wychowała się w dość licznej rodzinie, w kulturze oralnej. W rodzinnym domu, w dużej izbie, przy stole, pod stołem, po kątach i przy piecu codziennie toczyły się rozmowy. Pomiędzy rodzeństwem były spore różnice wieku i temperamentu, więc rozmowy i dialogi nie zawsze były grzeczne, często dochodziło do sporów i kłótni. Nic dziwnego, że w takim środowisku wychowawczym ukształtował się niezbyt łagodny język babci Bronki. Kiedy wyszła za mąż, to Ludwik wyglądał przy niej, jak ciepłe kluchy.
Sytuacja rodzinna spowodowała, że główny ciężar mojego utrzymania i wychowania spoczął na barkach babci Bronki.
Gdy zacząłem komunikować się słownie ze światem, Bronka miała tyle lat, co ja obecnie. Była wolną, zaradną życiowo, roztropną i broniącą dzielnie swych praw kobietą. Umiała posługiwać się językiem mówionym, a także pisanym, choć nie miała wyrobionego charakteru pisma. Korespondowała ze swymi dwiema młodszymi siostrami oraz z urzędami. Codziennie do naszej chałupy zaglądało po kilka osób, na pogawędki lub na „przeszpiegi” , a przeważnie aby coś pożyczyć. Jeżeli Bronka miała chwilę wolnego czasu od obrządku w gospodarstwie, to chętnie posłuchała i porozmawiała. Ale dość często wizyty były nie w porę i wówczas Bronka swoimi sposobami pozbywała się intruzów. A ja chłonąłem jej powiedzonka, jak gąbka.
Różne to były powiedzonka: epitety, repliki, frazeologizmy, przysłowia, wulgaryzmy, przekleństwa. Kilka razy próbowałem je spisywać, ale dość trudno wywołać je z pamięci. Najczęściej same przychodzą na myśl podczas rozmowy, lecz kto by je wtedy notował? Ani paremiologiem, ani dialektologiem nigdy nie zamierzałem zostać. Kiedy latem 1982 roku wybrałem się z kolegami i doktorem Waśką Nazarukiem w okolice Kodnia nad Bugiem na poszukiwanie folkloru ukraińskich Pidlaszukiw i neouniatów, to zamiast koncentrować się na unikalnej leksyce, trwoniłem czas na manewrach miłosnych i polityce. Jakieś dwadzieścia lat wstecz robiłem spis frazemów ze słowem „dupa” i przy okazji powstała lista powiedzonek Bronki. Nigdy potem nie znalazłem czasu, żeby te powiedzonka uporządkować według jakichś tam kategorii. Jedynie przepisując z kartek do notesu, jakoś je sobie pogrupowałem, co nie zmienia faktu, że nadal jest to groch z kapustą. 
Oto te powiedzonka, których używała babcia Bronka:
– Wiosna to pora radosna
– Dwa białe, a trzecie jak śnieg
– Tylko dziada i baby brak
– Stary, ale jary
– W dzień wygnał, w noc przygnał
– Umarł w butach
– Trzy ćwierci do śmierci
– Pchły mu życie darowały
– Pierdoliła baba wesz, a wesz babę też
– Co komu do domu, jak chałupa nie jego
– Wierci się, jak wesz na grzebieniu
– Każdy głupi ma swój rozum
– Poznać głupiego po śmiechu jego
– Kto nie słucha ojca, matki, to niech słucha psiej kołatki
– Obiecanki-cacanki a głupiemu radość
– Wysoki jak brzoza, a głupi jak koza
– Taki duży, jak łeb kurzy
– Głupi, kto cię kupi?
– Z dużą dupą prędzej kupią, a o małą to się nawet nie spytają
– Kupię, jak psa ogłupię
– Wiesz tyle co zjesz
– Od wódki rozum krótki
– Za twoje żyto to cię wybito
– Taki walec to do jajec
– Noga w nogę i jajami o podłogę
– Chłopiec, rżnij jajca o piec!
– Zakryj ciało, żeby na mnie nie patrzało
– Nie mam piczki na pożyczki
– Dała by mu dała kosmatego ciała
– Był sobie Wicek, nazbierał worek picek; jedna taka jurna była, że mu z worka wyskoczyła.
– Pękła guma od kaleson, jajca wiszą jak salceson
– Widziały gały, co brały
– Kazał pan, musiał sam
– Zapomniał wół, jak cielęciem był
– Kto z kim przestaje, takim się staje
– Nie ciesz się dziadku z cudzego wypadku
– Rób co chcesz, a końca patrz
– Trzymaj się wiatru!
– Nie wtykaj nosa do cudzego prosa!
– Lepiej mierzyć, jak wierzyć
– Siedź w kącie, a znajdą cię
– Jak się spieszy, to się diabeł cieszy
– Żaba w wodzie nie ubodzie
– Starość nie radość, a śmierć nie wesele
– Co po psie w kościele?
– Nie szukaj w chlebie ości!
– Można, ale z ostrożna
– Lepsze spanie jak śniadanie
– Bierz Michale, co ci Pan Bóg daje!
– Za pieniądze ksiądz się modli, za pieniądze ludzie podli
– Kurwa kurwie łba nie urwie, a jak urwie to po kurwie
– Gdzie cię nawidzą, tam mało bywaj!
– Za dziękuję nic się nie kupuje
– Modli się pod figurą, a diabła ma za skórą
– Jak swędzi to popędzi
– Chlustał, chlustał i ustał
– Nie będziesz jadł, nie będziesz miał w dupie
– Zesrała się bieda i płacze
– Ty masz – krzywe nogi jak srasz
– Jak ci zimno, to wleź w gówno. A z gówna do piekła, tam ci będzie ciepło
– Ja cię uczę, a ty umiesz gówno sucze
– Za stodołą, za wujową, zesrał się chłop/Żyd , kiwał głową
– Gówno chłopu nie zegarek
– Skończyło się babce sranie
– Srała babka, srała, trawki się trzymała, trawka się wysmykła, babka w gówno fikła
– Srał, pierdział, gryzł wodę, miał w dupie przeszkodę
– Na twoje rozkazy to kot puszcza gazy
– Poszedł srać i jeszcze go nima.
– Do gówna się to nadaje
– Jak nie urok, to sraczka
– Gówno – to zjedz go równo!
– Co robić? – Srać i drobić!
– Kto ma pszczoły ten ma miód, kto ma dzieci ten ma smród
– Lelija na psim gównie.
– Choć po świńsku, ale zdrowo
– Będzie, na Lipnie. Jak rak dupą fiknie
– Jak śmierć u dupy, to do pokuty
– Jak się nazywa?- Od dupy pokrywa
– Nie bij mnie po dupie, bo będę mieć dzieci głupie
– Nie?- To pocałuj w dupę mnie!
– Nie chcę? – To wyliż dupę Jewce!
– W dupie byłeś i gówno wiesz
– Boli mnie głowa. A mnie dupy połowa.
– Pojedziesz w dupę za usrany kraj
– Gdyby nie te zęby, to by była dupa z gęby
– Z miastaście, a dupaście
– Michoł, cztery lata zdychoł, a na piąte ożył, palec w dupę włożył
– Jak rak dupą świśnie
– Nie wiedział, że ma na dupie przedział
– Jak głowa boli, to dupie lżej
– Co robić? Pluć, łapać i po dupie się drapać
– Nie gwiżdż chuju koło domu, bo nagwiżdżesz w dupę komu!
– Spec, jak z koziej dupy trąba
– Specjalista/organista dupą śwista
– Hop, siup! Cztery baby – osiem dup
– Rozmowa, jak z dupą w nocy
– Oj, da dana, dana, ciepła dupa z rana
– Żebyś zdechł! A ty żebyś żył i psu dupę mył!
– Nie podskakuj! Siedź na dupie i przytakuj!
– Bierz dupę w troki!
– Masło? Co koło dupy trzasło
– Tygrys? Co kobyle dupę wygryzł
– Nie masz? Kup se! Masz dupę? Zarób se!
– Pachnie, jak z dupy Kachnie
– Kiedy? Jak będą Szwedy
– Na świetego Dygdy, co go nima nigdy
– Po niedzieli, jak się ocieli
– W grudniu, po południu
– Lada tydzień po niedzieli
– Zrobi się. Powolnym czasem
– Piękny jak kwiat róży, tylko ma łeb za duży
– Ty południco!
– Ty kuciapo!
– Ty byku niewganiany!
– Ty cirilico!
– Ty kurwo kacprowska!
– Ty kostropocu!
– Ty pomietle!
– Ty drapoku jeden!
– Ja świnia? – Ty wieprz. Ty jesz gówno, a ja pieprz. Ja śpię w pokoju, ty śpisz na gnoju.
– Nie mogę? To przez nogę i dalej mogę
– Nie płacz! Kupię ci chechłacz
– Ty chory? Chyba na wory?
– Ciepło? Aż się pod nosem skrzepło
– Ciepło? Aż się gówno koło dupy skrzepło
– Pierdol, pierdol, ja się zdrzemnę
– Czego Łukasz szukasz?
– Będziesz w niebie, gdzie kura grzebie
– Muszę? Muszę uradować duszę
– Zadzieram kiecę i lecę
– A co dali? A dali zamazali
– Dzień dobry! Ale z kim dobrym
– Śniło mi się śniło, że się bydło gziło
– Róbta trumnę, bo ja umrę
– Tak się spocił, aż się ochwocił
– Opowiem ci bajkę, jak kot palił fajkę
– Niech będzie wojna, aby spokojna
– Rózga bije, nie zabije
– Jadłbyś, ino byś nie łykał
– Jak? Na wznak
– Mam cię w dupie! A ja cię jeszcze dali, gdzie się gnój wali
– Dogodził, jak ksiądz Magdzie
Mam nadzieję, że jeszcze mi się coś przypomni.