Czwarta fala

Kolejny atak wirusa na lud nadwiślański przewidują eksperci i doradcy za dwa – trzy miesiące. Pesymistyczne prognozy zwykle się sprawdzają, więc nie ma co się obcyndalać, tylko solidnie przygotowywać się na czwartą falę. Wakacyjna „pieriedyszka” może się w każdej chwili zakończyć.

Na zbiorową mądrość ludu nadwiślańskiego nie ma co liczyć, bo zaborcy i okupanci zrobili, co swoje. No bo czy to mądre, żeby poświęcać zdrową rękę, aby wylosować jakąś głupią hulajnogę? Ja, jako rolnik, nie dam się tak łatwo i za byle co wyprowadzić w pole.

Dla ochrony przed infekcją – jak sądzę – najważniejsze jest zachowanie bezpiecznego dystansu. Dlatego staram się przebywać co najmniej 150 kilometrów od szpitala i przychodni w Pisusze (szpital podobno osiągnął ponad setkę zgonów covidowych). Przez osiem ostatnich lat ani razu nie spotkałem się z moim lekarzem pierwszego kontaktu – nie wiem którego mi wylosowano, bo nie udaje mi się zalogować do system e-WUŚ i sprawdzić.

Nie zapominam o dezynfekcji: dłoni i przełyku. Wykorzystuję do tego celu ten sam preparat, w którym zawartość etanolu jest trzy razy większa niż wody.   To wcale nie oznacza, że pogardzam lub odpuściłem sobie alkohole słabsze.

Do wkładania maseczki przyzwyczaiłem się. Nie w każdym typie namordnika jest mi do twarzy – w takim np. ryjku, dziko bym się czuł. Do poniemieckiej czuję odrazę, choć chyba nie była używana.  Dzisiaj przymierzałem taką trochę inną, ale zbyt długo w niej nie wytrzymałem, bo umierałem z pragnienia. A teraz to już w ogóle nie rozumiem tych, co twierdzą, że trzeba się zaszczepić , żeby móc pomoczyć sobie dupę w jakimś tam greckim czy tureckim basenie.

Starannie przygotowałem się na ewentualne obostrzenia rządowe.  Zgrabiłem kupkę siana.

Ususzyłem majowego ziela: mięty, pokrzywy, lebiodki itp.

Zakupiłem strzyżarkę marki Götze&Jensen, na wypadek, gdyby znowu złośliwa pisoneria odcięła mi dostęp do fryzjera na gościnnej ziemi wołomińskiej albo w moim sztetlu.

Po tęże strzyżarkę podjechałem do Media Expert, ulokowanego,  jak sie okazało, w kompleksie Galerii Wołomin. Na parkingu było pustawo, ale zarejestrowałem auto i wsadziłem bilet za szybę. W sklepie zajęło mi aż kwadrans, bo coś zaczęło wyć, kiedy dotknąłem remingtona z wystawy i musiałem poszukać innego trimmera w cenie do 100 złotych. Kiedy wyszedłem, zobaczyłem tę kotorhatą galernicę, jak oddala się od limuzyny. To najprawdopodobniej ona kiedyś wystawiła mi mandat. Szybko odpaliłem auto i ruszyłem naprzód. Ale odbiłem na lewo, bo szkoda mi się zrobiło tego białego lexusa.

Na długie dni kolejnego lockdawnu mam przygotowaną lekturę. Nie martwi mnie też ewentualny zakaz wstępu do kin, bo wszystkie polskie hity /”365 dni”, „Zimna wojna”, „Śniegu już nigdy nie będzie”, „Sweat” i in./ już sobie obejrzałem w Internecie. No i  ch.j, że z moskwicińskim dubbingiem.

A kiedy mi dupa całkiem rozmiękła w basenie, to tak sobie pomyślałem, dlaczego nie szprycują w to najbardziej odpowiednie miejsce?

PS.  „SuperExpress” z 12/13-06-2021 zamieścił zdjęcie blondwłosej cipencji, która wskazała szprycownikom odpowiednie miejsce do ukłucia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Uzupełnij pole: *