Dernière Danse

Rodzinne remanenty cz. IV

Wydawało mi się, że zrobiłem bardzo wiele pour oublier ma peine immense. Mais, ma douce suffrance encore recommence za sprawą esemeska z emotką klepsydry ⏳, która odmierzyła 30 lat. Cofnąłem, więc swój zegarek o „osiem długich ostatnich lat”.

Po trwających pół roku przepychankach prawnych, dotyczących przeniesienia sprawy rozwodowej z Olsztyna do Radomia, Pani Sędzia SO w Olsztynie Jolanta Biernat-Kalinowska wyznaczyła termin rozprawy na wtorek 17 lutego 2015 roku.   Powiadomiłem o tym fakcie wszystkich mi życzliwych, a wśród nich także księdza Zygmunta, który nawiedził mnie jak zawsze w niedzielę. On nie był tym zachwycony, ale gdy go przekonałem, że pozew złożyła strona katolicka, to kolejny raz zaproponował mi niedzielną wycieczkę. Dzień był jeszcze krótki, dlatego wybraliśmy trasę niezbyt długą: przez moje rodzinne strony, czyli Borkowice, Ninków, Chlewiska i przez Antoniów do Szydłowca, a na koniec do Orońska. Po obejrzeniu pałacyku Brandta i aktualnej wystawy rzeźby współczesnej przegadaliśmy jeszcze kilka godzin u mnie w chałupie, a następnie ksiądz Zygmunt pożegnał się z moimi kotami a mnie życzył szczęśliwej drogi. Odebrałem to niemalże jak błogosławieństwo, ale się nie przeżegnałem.
Żal było opuszczać wieś i koty, bo pogoda była prześliczna, zimowa,   a Kocio i Koczkodan to przecież też były sieroty. Poprosiłem ciocię Basię, żeby podeszła ze dwa razy i wysypała im przygotowane porcje karmy. W poniedziałek skoro świt wyruszyłem ze wsi do Warszawy bezpośrednim autobusem pekaesu, bo jeszcze w takim luksusie żyłem. Ze stolicy do Nidzicy zabrałem się autobusem dalekobieżnym chyba z Ostrowca lub Tarnobrzega, bo miał tapicerkę w ukraińskich barwach.   Wieczór i noc spędziłem u kumostwa nad jeziorem.

Na rozprawę do Olsztyna podjechałem busem firmy Bartczak.   Przespacerowałem się znanymi uliczkami             dotarłem prawie do samego ratusza   i przebrnąłem przez bramkę do gmachu sądu, też mi dobrze znanego.  Strona powodowa pojawiła się w towarzystwie adwokata, znanego nam obojgu, a jej szczególnie i od wielu wielu lat. Kulturalnie się przywitaliśmy po dość długim niewidzeniu i spokojnie weszliśmy na salę rozpraw.

Kiedy przechodziłem obok stołu sędziowskiego Pani Sędzia Przewodnicząca próbowała mnie lekko strofować za moje działania, które rzekomo opóźniły termin rozprawy, ale spojrzałem groźnie na kobietę i rzekłem stanowczo, że tego wymagał mój interes prawny. Potem jeszcze któraś tam zza stołu zaczęła dopytywać o miejscowość PiSucha, ale ją zaraz zgasiłem stwierdzeniem, że to takie samo miasto powiatowe, jak nie przymierzając Olsztyn.  I rozprawa potoczyła się szybko i sprawnie. Powódka podtrzymała swą wolę, a ja jej wniosek poparłem w całości. W nagrodę, Pani Sędzia obniżyła nam koszty sprawy rozwodowej o połowę, czyli z 600 na 300 złotych i obciążyła nas solidarnie, po połowie, czyli ostatecznie musiałem zwrócić ex 150 PLN.  Kiedy sięgałem po portfel, mecenas powódki wyskoczył do mnie jak Filip z konopi z żądaniem zwrotu kosztów jego udziału w sprawie, ale ja szybko poderwałam się z ławki, spojrzałem na Panią Sędzię, a ona ten wniosek odrzuciła.
Zgodnie z rytuałem, w rozprawie nastąpiła chwila przerwy, którą wykorzystałem na rozliczenie się z ex z kosztów pozwu, a naszemu znajomemu mecenasowi, sławnemu w Allenstein z działalności pro bono, wytknąłem pazerność. On z kolei zaproponował nam spotkanie w jego kancelarii tuż po zakończeniu rozprawy.

Odczytanie orzeczenia o rozwodzie i pytania poza konkursowe o przyczynę rozpadu małżeństwa zakończyły rozprawę, która trwała zaledwie kwadrans.  We troje, czyli z ex i z adwokatem,  przespacerowaliśmy się do nieodległej kancelarii prawnej.             W ciepłej atmosferze, na luzie, wypytałam ex o nowości z jej otoczenia, o zdrowie Pani Basi i Pani Iwony zwłaszcza. Ex oświadczyła mi, że połowa mojego mieszkanka w PiSusze należy jej się a i owszem jako taka rekompensata za nieudane małżeństwo. Mecenas wtrącił się do naszej pogawędki, sugerując mi pozbycie się całości mojego majątku na rzecz tego, kto, według mnie, najbardziej przyczynił się do rozwodu. Uznałem, że o tych sprawach ponownie musi decydować sąd, gdyż dla mnie takie rozwiązanie wydaje się absurdem.
W towarzystwie tylko ex opuściłem gościnną kancelarię adwokacką. Liczyłem, że zdążę na busa o 12.20,  ale ex koniecznie chciała rozliczyć się ze mną co do grosza z zaliczki za prenumeratę tygodnika ukraińskiego „Nasze Słowo”. Zaszła do jakiegoś sklepiku żeby rozmienić pięć dych  i utknęła tam na prawie 10 minut.     A mnie tych  kilku minut zabrakło i na olsztyńskim dworcu musiałem potem czekać prawie dwie godziny na kolejny kurs.
Poświętowałem z kumostwem parę dni a potem znów wsiadłem w autobus tym razem relacji Bartoszyce – Warszawa. W czasie jazdy myślałem przede wszystkim o moich kotach, o losie koni zwożonych do Skaryszewa na wstępy i o moim własnym blogu „odporny”, który musiałem założyć, żeby się swobodnie wypowiadać. Ze względu na bloga pstrykałem cały czas obiekty za oknem autobusu, aż mi siadła bateria w smartfonie. Ale rezerwową, starą nokią sfotografowałem wtedy szklane domy na Jana Pawła II i zapowiedź wiosennego festiwalu z udziałem Indili, której wtedy namiętnie słuchałem.     Dernière Danse … i to jej vole, vole, vole, vole…

Wysiadłem na Dworcu Zachodnim i udałem się do wuja Tadzia, który mnie zapraszał, gdyż  był bardzo ciekaw mojej relacji z rozprawy. Opowieściom nie było końca. Następnego dnia wpadliśmy na imprezkę urodzinową do Pruszkowa. Tam dograłem szczegóły mojego bloga. W rezultacie w Warszawie przebyłem cały weekend. Dopiero w poniedziałek, 23 lutego, wybrałem się na ponownie na Dworzec Zachodni, żeby pojechać autobusem bezpośrednio na wieś.

Kiedy na przystanku w Wolce Kosowskiej do mojego autobusu wsiadł Murzyn, który sobie później całkiem  normalnie wysiadł w Mogielnicy, to pomyślałem, że to  dobry znak i że ja też będę cieszył się kiedyś swobodą. Koło chałupy czekały na mnie moje Koty, które chyba mi wybaczyły, że w ich święto, czyli 17 lutego 2015 roku,  nie mogłem być razem z nimi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Uzupełnij pole: *