Gwiazda Zenka albo Picer

Po trzech miesiącach od mojej ostatniej wizyty,  w Olsztynie i powiecie nidzickim wezbrała trzecia fala zakażeń koronawirusem i skierowała się na Warszawę. Choć moim skromnym zdaniem nastąpiło raczej zjawisko cofki, czyli że wirus powraca z Warmii i Mazur (a także z terenów górskich) po zakończeniu przez warszawiaków zimowych ferii i urlopów. Tak czy owak, moi bliscy i znajomi z obszaru zakażonego deklarują chęć zaszczepienia się na warunkach narzuconych przez władzę, a tylko niektórzy mają obawy, dotyczące szczepionki koncernu AstraZeneca.

Mój wiek, status społeczny, dotychczasowe zasługi dla państwa i narodu polskiego w zasadzie uniemożliwiają mi zaszczepienie się w bieżącym roku. Wyniesiona z domu rodzinnego skromność (siedź w kącie, a znajdą cię!) i anielska cierpliwość sprawiają,  natomiast, że na swój obywatelski przydział będę oczekiwał na samym końcu kolejki. Liczę po cichu na to, że kiedy nadejdzie mój termin, będę mógł wybierać spośród co najmniej trzydziestu szczepionek, w tym np. litewskiej, mongolskiej lub ukraińskiej.

Nie chciałbym tak całkiem bezczynnie oczekiwać na ten zastrzyk nadziei, dlatego podzielę się swoją refleksją nt. wakcynacji i dlaczego, gdybym przynależał do kategorii priorytetowych zaszczepieńców, najmniej obawiałbym się preparatu AstryZeneca’e, a najbardziej zawiesiny Moderny.

Wakcyna Moderny została opracowana przez kilkusetosobowy zespół laborantów, zwerbowany/skompletowany zaledwie przed dziesięcioma laty.  Moderna włączyła się do wyścigu szczepionkowego dzięki pieniądzom otrzymanym od agend rządowych USA. O działalności tego typu laboratoriów traktuje powieść Alex Kavy – „Epidemia”. Włos się jeży na głowie, kiedy sobie człowiek uzmysłowi, że w takim zespole mógłby znaleźć się badacz z chorymi ambicjami. Nie wydaje się też możliwe, żeby taki zespół był w stanie, w tak krótkim czasie, uczciwie przetestować szczepionkę. Według mnie, Moderna miała wystąpić w roli supportu dla koncernu Pfizer, który cieszył się wielkim poważaniem, ale głównie wsród impotentów.

A zatem, z trzech szczepionek dopuszczonych aktualnie w naszym przeuroczym państwie, tylko „tarcza antycovidowa” koncernu farmaceutycznego AstraZeneca budzi zaufanie. A na to zaufanie wsród Polaków koncern AZ ciężko pracuje od ćwierćwiecza.

Miałem okazję przyjrzeć się z bliska wprowadzaniu kilku leków AZ do sprzedaży w aptekach na terenie województwa warminsko – mazurskiego. Chodziło o innowacyjne lekarstwa dla pacjentów z problemami układu oddechowego. Pamiętam, ile wysiłku kosztowało przedstawiciela koncernu nakłanianie lekarzy do diagnozowania wydolności płucnej u mieszkańców z obszaru ponoć „zielonych płuc Polski”. Ile stresu kosztowało organizowanie „białych niedziel” oraz ile czasu musiał spędzić za kierownicą, a następnie z laptopem. Byłem pełen podziwu dla zdolności marketingowych i wielkiego zaangażowania w pracę tegoż regionalnego reprezentanta AZ.

Po raz drugi zetknąłem się z lekiem od AstryZeneca’e, kiedy była leczona onkologicznie moja mama. Pani Dr Zawadzka i Pan Dr Lewandowski zaordynowali mamie tabletki Arimidex, dzięki którym przez sześć lat nie doszło do nawrotu raka.

Jestem absolutnie przekonany, że koncern AstraZeneca opracował szczepionkę skuteczną i jednocześnie bezpieczną dla większości pacjentów. Nie po to przecież budował swoją markę, żeby ją stracić z powodu pośpiechu lub naruszenia procedur badawczych. Walory „tarczy” bedą jeszcze lepiej widoczne, kiedy skończą się chłody i nastanie ciepła wiosna i lato.

I jak już wspomniałem, liczę na pojawienie się kolejnych szczepionek, opracowanych przez koncerny z doświadczeniem w dziedzinie walki z wirusami, jak np. Merck, SmithKline Beecham czy Pasteur Mérieux.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Uzupełnij pole: *