Na południowo-wschodnim skraju powiatu wołomińskiego, pomiędzy rzeczką Czarną a poligonem w Zielonce, leży osada Krubki-Górki. Od dłuższego czasu intryguje mnie ta miejscowość, nie tylko jej egzotyczna nazwa.
W moim rodzinnym domu krubką /w wymowie: krupka/ nazywano nieduże naczynie, zwykle blaszane, służące np. do zbierania jagód. U Józefa Łobodowskiego w „Komyszach”, „króbka” jest rodzajem koszyka z kory lub sitowia, także używanego do zbierania jagód. W słowniku Lindego znaczeń podano kilka, a mnie najbardziej przypasowało określenie terenu/ziemi z zawartością jakichś rud metali.
Górki z rudą żelaza w XVIII/XIX w. miały sporą wartość.
W słoneczne niedzielne popołudnie, zamiast na stutysięczny wiec obrońców postkomunistycznej konstytucji, wyruszyłem stutrzydziestokonną limuzyną, przez Majdan i Zabraniec do Krubek-Górek. I nawet odpust w parafii NMP Królowej Różańca Świetego nie przeszkodził mi w dotarciu do celu. Nie zatrzymałem się, by sfotografować brygadę kapłanów na tle kramów i zjeżdżalni, a kilkaset metrów dalej nie uwieczniłem ekipy budowlańców wznoszących fundamenty pod dom, zapewne jakiejś wielce pobożnej polskiej rodziny.
Chcąc być w zgodzie z prawem drogowym, przystanąłem tylko na chwilę przed wsią,
a potem pocwałowałem wedle remizy i dałem na hetta w stronę Pustelnika. Ściągnąłem lejce škody koło chałupki,
bardzo podobnej do tych z mojej rodzinnej wsi. Po drugiej stronie drogi zobaczyłem wjazd na posesję nr 13A.
Ale, niestety, nie byłem gościem hotelu i restauracji, więc nie odważyłem się wstąpić na teren parku przy Pałacu Alexandrinum.
Na spotkanie z właścicielem pałacu prof. Witoldem Modzelewskim nie byłem przygotowany, bo jeszcze nie miałem w ręku żadnej jego publikacji o stosunkach polsko-rosyjskich. Nie znam też ani jednego tytułu jego prac, wydanych przed 2010 rokiem. A jest to, obok prof. Waldemara Gontarskiego, największy autorytet prawniczy w moim ukochanym kraju.
Czym prędzej pognałem dalej polnym traktem,
przecinającym pokoszone łęgi.
Nie zauważyłem ani ułanów, ani innych kawalerzystów, więc zawróciłem pod lasem, a potem, przez Poświętne,
z cysterną na ogonie, pogalopowałem na miejsce postoju.