Latoś na Mazurach cisza i spokój. Kormorany chyba szlag trafił. Białe łabędzie nie krążą po tafli jeziora. Naturalne oczka wodne na polach zanikły. Leśne jeziora jakby się skurczyły, pozarastały, zamieniły w torfowiska. W lasach sucho i raczej bezkurkowo.
Woda w jeziorze wydaje się ciepła, ale kąpiących się nie widać. Łódki leniwie wylegują się na brzegu, bo nikomu nie chce się wiosłować. Przez dziesięć dni na jeziorze nie pojawił się jakikolwiek żeglarz lub surfer. Młodzież woli widocznie spędzać czas w miastach, na placach koło ratusza, gdzie tryskają fontanny i gdzie śmiga Internet.
Po prawosławnym św. Janie przygotowałem sobie stanowisko do wędkowania na niedużym pomoście po zachodniej stronie jeziora. W okresie pandemii trzciny się rozpanoszyły, anektując kolejne dwa metry tafli. Pędy moczarki zaś zaczęły sięgać niemal do samej powierzchni. Trzeba było to wszystko wykarczować.
Ale było warto, bowiem przez cztery dni (do prawosławnych św. św. Piotra i Pawła) rybki brały całkiem nieźle. Wyhaczyłem sporo leszczaków, krąpi, przyzwoitych rozmiarów płotek, wzdręg i uklejek. Trafił się nawet kiełbik, który preferuje wody czyste i dno piaszczyste.
Świeża, smażona mazurska rybka to – jak twierdzą niektórzy – bajka albo poezja. A jeśli jeszcze służy za zakąskę do ekologicznego trunku – to cymes nie lada i miodzio. Można chrupać do północy.
O istnieniu realnego świata przypomniał mi dopiero kolega Andrzej z Krakowa, który zadzwonił poruszony przemówieniem Dudy na święcie wołyńskim i przerażony perspektywą jakowejś polsko-ukraińskiej federacji. Ponieważ nie było warunków na dłuższą pogawędkę, to zaproponowałem mu lekturę moich tekstów sprzed trzydziestu lat i popieranie ze wszystkich sił ukraińskich nacjonalistów.
Z uwagi na prognozowane rekordowe upały i coraz mocniejsze porywy wiatru zwinąłem moje stanowisko na pomoście: złożyłem wędzisko i podbierak, pozbierałem siatki, przypony i zanęty, zabrałem krzesełko i pojemniki. Po dniu odpoczynku wsiadłem do pociągu relacji Olsztyn – Kraków i szczęśliwie dojechałem do Radomia.
Albowiem pociąg IC Kolberg do PiSuchy już nie zajeżdża.