Marsa Alam

.  Zbliża się czwarta rocznica śmierci Magdaleny Żuk – dziewczyny z Dolnego Śląska, która zdecydowała się w pojedynkę polecieć na tydzień do egipskiego kurortu Marsa Alam nad Morzem Czerwonym. Niezbyt jasne i nie do końca ujawnione okoliczności tej śmierci wstrząsnęły opinią publiczną w Polsce.  Powstały rożne teorie na temat przyczyny tragicznej śmierci Magdy. Pomimo upływu tak długiego czasu, polska Prokuratura nie zdołała zakończyć śledztwa.

Tajemnicę śmierci wczasowiczki z Polski usiłowali rozwikłać jej krewni, a także detektyw Rutkowski oraz liczni dziennikarze, którzy niedługo po zdarzeniu udali się do Egiptu. Niewiele to dało.  Rodzina nadal jest przekonana, że Magdę nafaszerowano narkotykami, a strona egipska utrzymuje, że zachowanie Magdy w trakcie całego pobytu w kurorcie i szpitalu wynikało z jakichś jej zaburzeń psychicznych.

Dziś zobaczyłem w „Super Ekspressie”, że rozwikłaniem tajemnicy śmierci Magdaleny Żuk zamierza się zająć Patryk Vega – reżyser filmowy, znany z mocnych, przejaskrawionych obrazów świata kryminalnego. P. Vega zaapelował do wszystkich tych, którzy mogliby mu pomóc w stworzeniu pełnego obrazu dramatu Magdy. Tak się przypadkiem złożyło, że byłem w Marsa Alam niecały rok po śmierci Magdy, w analogicznym okresie sezonu turystycznego i mam kilka refleksji na temat tamtej tragedii.

Po pierwsze, kurort Marsa Alam, czyli ponaddwustukilometrowy pas nadmorski z ośrodkami wypoczynkowymi, nie jest destynacją dla młodych, samotnych dziewcząt. To miejsce dobre dla rodzin z małymi dziećmi, dla pracowników korpo z zaległościami w spaniu, dla miłośników słabych trunków i amatorów nurkowania.

Osoba w miarę zdrowa, wypoczęta, trzeźwa, towarzyska doznaje szoku już w samolocie, w którym cała zbieranina zaczyna ziewać nad porcją kurczaka lub wołowiny. A lot trwa ponad pięć godzin, bez dostępu do Facebooka i Onetu. Ale większość to ludzie oblatani, obeznani, bywali, doświadczeni, pragnący jedynie muzyki i snu, dla których koszmarem jest sąsiedztwo „Odpornego”, któremu spać się nie chce i chętnie by sobie pokonwersował w czasie lotu.

Po drugie, hotele i całe „resorty” w Marsa Alam to nie są miejsca, w których mogłaby się odnaleźć samotna dziewczyna. Atmosfera w nich bardziej przypomina bursę przy liceum wyznaniowym, aniżeli akademik szkoły teatralnej i filmowej. Około 23-ej zaczyna się cisza nocna, cichną rozmowy tarasowe i balkonowe, w sukurs śpiochom czasem przychodzi ochrona. Wi-fi w pokojach jest nieuchwytne, więc z nudów można oszaleć. W hotelowej restauracji przestają serwować trunki, a niezmordowane rosyjskie animatorki mają kilka godzin na regenerację. Samotnej dziewczynie, w pustym apartamencie chce się po prostu wyć.

Po trzecie, w zwykły dzień pobytu główną atrakcją są plaża i posiłki. Można skorzystać z usługi masażu, ale dziewczyny i kobiety muszą wówczas opuścić plażę. Jedynie na statku, po wypłynięciu z przystani, dziewczyna może skorzystać z usługi masażysty- mężczyzny. Ale masaż nie trwa wiecznie i jeśli nie jest zainteresowana podziwianiem wielkich żółwi, rekinów lub diugonów / takie „krowy morskie”, wcinające na okrągło przydenne wodorosty i wynurzające się raz na pół godziny w celu zaczerpnięcia powietrza/, to umiera z nudów albo od przegrzania na słońcu.

Po czwarte, w czwartek u mahometan jest dzień luzu i zabawy. W hotelowych klubach i dyskotekach pojawiają się tubylcy, rozkręca się impreza, satanistyczna muzyka staje się coraz głośniejsza, parkiet zapełniają głównie mężczyźni otaczający szczelnymi kręgami pojedyncze wczasowiczki. Nawet w odpornej głowie kręci się i huczy, a co dopiero w przegrzanej od upału główce dziewczyny. Trzeba sporo siły i odwagi, żeby wyrwać się z tego zgiełku, z tej ciżby, z tego spowitego dymem klubu. A alternatywą jest hotelowy pokój…pusty, obcy, bez wi-fi. Nic dziwnego, że chce się gryźć ściany z rozpaczy i bezsilności.

W przeciwieństwie do nieszczęsnej Magdy, chociaż przebywałem w Marsa Alam bez partnerki, to byłem członkiem dość dużej ekipy. Takich ekip, jak stwierdził rezydent Mohamed z Marsi, pojawia się w Porcie Victoria cztery do pięciu w ciągu roku. A takich osobników, jak Odporny, spotyka się jeszcze rzadziej. Rezydent był w szoku, kiedy zapytałem go, czy ten diugon, którego warto zobaczyć w morzu, to może ta „krowa” z drugiej sury Koranu? Zdziwiło go, skąd znam słowo „sura”, więc mu wyjaśniłem, że „Koran” przeczytałem dwukrotnie i nawet wypisałem sobie kilkanaście ciekawszych wersetów.

Według rezydenta Mohameda, Magdalena Żuk zachowywała się jak osoba chora psychicznie i stanowiła zagrożenie dla innych gości hotelowych. Podjęto decyzję o wcześniejszym odesłaniu jej do Polski, ale obsługa samolotu nie wpuściła jej na pokład, prawdopodobnie z obawy, że może zakłócić przebieg lotu. Zdaniem rezydenta, organizator wypoczynku zrobił wszystko, co było w jego mocy. Twierdzenia rodziny Magdy, że dziewczyna nie miała wcześniej problemów psychicznych- jego zdaniem- służą jedynie wywalczeniu większego odszkodowania od ubezpieczyciela wyjazdu.

Salam alejkum!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Uzupełnij pole: *