Całkiem sympatyczny maj. Godny zapamiętania spośród moich przeszło sześćdziesięciu. Trzeci miesiąc wojny Ukrainy przeciw Rosji. Front przesunięty daleko na wschód, więc nie było potrzeby stałego śledzenia wydarzeń w Youtubie.
Zaraz na początku miesiąca przytaszczyłem z Empiku paczkę książek. Moją uwagę przyciągnęły dwa tomy „Kronik wojennych” Aurelii Wyleżyńskiej.
W sumie ponad 1000 stron zwartego tekstu, w opracowaniu Grażyny Pawlak i Marcina Urynowicza. Doktor Grażyna Pawlak jest żoną mojego przemiłego przyjaciela. Po zakończeniu lektury przedzwonię do nich.
Prawdopodobnie skończyłbym już czytanie „Kronik”, ale rownolegle wertowałem dwie pozycje Oksany Zabużko oraz dla relaksu „Romantikę” Piotra Mireckiego. Inne ucrainiana sobie odpuściłem, w tym książkę Tadeusza A. Olszańskiego, którego poznałem trzydzieści lat temu na jakimś spotkaniu w byłym muzeum lenina w Warszawie.
W drugiej dekadzie maja prawie codziennie siadałem za kierownicą limuzyny i gnałem do Pisuchy, do Skierniewic, znowu do Pisuchy i na koniec do Kobyłki. Byłem świadkiem w Sądzie Rejonowym, w odwiedzinach u naszych malarzy, na jubileuszu 90-lecia urodzin p. Katarzyny
oraz w warsztacie samochodowym w celu naprawy mechanizmu otwierania szyby w drzwiach od strony kierowcy.
Ostatnie dwa tygodnie upłynęły mi głównie na obcowaniu z przyrodą.
Coś tam skosiłem, coś tam wsadziłem i zasiałem, coś tam wyrwałem z korzeniami. Udało mi się uratować kilka karasi, które sobie migrowały ze stawiku rowem melioracyjnym, ryzykując spotkanie z czatującą KoOocią.
Spoglądałem często na wschód, wypatrując ewentualnych moskalskich samolotów lub rakiet. Ale niebo nad Wyszkowem
było wciąż spokojne i miejmy nadzieję, że żaden wraży obiekt nie przedrze się przez naszą obronę przeciwlotniczą.
W związku ze zbliżającym się dniem dziecka odruchowo przejrzałem wiadomości z Olsztyna. Nic tam nowego i ciekawego. Peselowskie władze miasta nadal tkwią w ruskim mirze. Chyba pragną, żeby moskalski tank zajechał na parking koło szubienic
i rozwalił pół miasta, oszczędzając w drodze łaski kompleks zabudowań więziennych oraz Sądy (co to nadal przy ulicy komunistycznych najemników – Dąbrowszczaków, znachodzą się). Derusyfikacja elementarna na świętej Ziemi Warmińskiej też nie ma szans, bo rodzice przedszkolaków mają zalecone, żeby o Moskalach gaworzyć z potomstwem tylko dobrze i korektnie, bez nienawiści.
Znaczy się, agentura moskiewska jeszcze nie padochła.
A Prusaki tymczasem się po cichutku zbroją i czekają na przedłużenie trasy S-5 do Bramy Mazur.