Modrzewie Gołackich

Przed pięcioma laty odziedziczyłem prawie połowę  gospodarstwa, którego pierwotnym właścicielem był mój prapradziadek Józef Gołacki. Ta połówka, po spłaceniu jednego ze spadkobierców, stała się własnością mojego pradziadka Stanisława Gołackiego. Było tego sześć morgów i sto coś prętów, w tym pięciusetmetrowy na długość i szeroki na 18 metrów pas gruntów ornych. Na tej nieruchomości, tuż przy drodze-grobli stała niegdyś chałupa, stodoła z oborą i jakaś szopka. Za podwórzem teren stromo się wznosił i na tej części siedliska rosły drzewa owocowe oraz lipy i jesiony. Wzdłuż granicy, od strony południowej był szpaler dębów, a od północnej pradziadek Stanisław sadził modrzewie. Dla uczczenia narodzin kolejnego dziecka.

hp photosmart 720

W ten sposób powstał szpaler złożony z siedmiu modrzewi. Swoje drzewko miały więc córki Stanisława Gołackiego: Helena (1895), Hanna (1898), Bronisława (1902), Petronela (1906), Leokadia (1909) i Marianna (1912) oraz syn Bronisław (1900). Trzy najokazalsze sztuki zostały wycięte w drugiej połowie lat sześćdziesiątych przez podłą Helkę i Hankę. Jedno drzewo uschło, a resztę uszkodziły wichury. Obalony pień jednego modrzewia pociąłem na klocki i spaliłem w piecu. Gdzieś tam na moim gumnie wala się do dziś czubek modrzewia, pusty w środku niczym bambus. Kilka lat temu, ta część  siedliska o pow. 500 mkw., gdzie rosły modrzewie, stała się własnością jakichś obcych ludzi, którzy wykarczowali w pień wszystko, co nadawało się do spalenia.   Na cmentarzu w Ruskim Brodzie zaś, dogniwa obecnie modrzewiowy krzyż, postawiony na mogile pradziadka Stacha  w 1952 roku.
Pozostałym potomkom Stanislawa Gołackiego, których pochowałem w Ruskim Brodzie też przydałyby się jakieś krzyżyki. Ale jakoś wciąż brakuje mi czasu, żeby się tym zająć. Tak sobie myślę, że najlepsze byłyby właśnie z modrzewiowego drewna. Mam kilka takich już wyrośniętych  u siebie za stodołą, cośmy z wujem Stachem zasadzili. Bardzo szybko wyrosły, wybujały, choć to, kurwa, raptem pięćdziesiąt lat. Przypuszczam, że wkrótce zaczną się łamać lub wywracać. Albo jakaś menda złodziejska się przypałęta. Ja poczekam, ja mam czas – jak powtarzał mój wuj Stach.

Oprócz tych moich modrzewi, jeszcze dwa związane są z rodem Gołackich. Rosną sobie od siedemdziesięciu lat na cmentarzu w Wawrze, przy ulicy Korkowej. Posadziła je ciocia Janina przy grobie Bronka Gołackiego. Dowiedziałem się o tym w 2017 roku, kiedy z Krysią – siostrzenicą cioci Janki, byłem na grobie Wujostwa. Na całym cmentarzu wawerskim są tylko te dwa okazy tego gatunku. Odnalezienie miejsca pochówku Janiny i Bronisława Gołackich nie stwarza żadnego problemu.
Tragicznie zmarły wuj Bronek codziennie spoglądał na mnie z portretu, zawieszonego nad drzwiami do drugiego pokoju w moim domu rodzinnym. Odwracałem się do niego plecami tylko wówczas, kiedy modliłem się do Jezusa Chrystusa nauczającego z zakotwiczonej łodzi wędkarskiej na jarmarcznym obrazie przymocowanym nad oknem pomiędzy belkami sufitu.  Miniaturka  zdjęcia wuja Bronka została umieszczona na jego pomniku.

Dwa miesiące temu po raz drugi byłem na cmentarzu w Wawrze. Wraz z rodziną cioci Janiny uczestniczyłem w pogrzebie Śp. Kazimierza Maurera.    Spotkałem się ponownie z Krysią oraz Elą i Grzegorzem, czyli wdową i synem Śp. Jana Ziarki. Urna z prochami Kazimierza Maurera została złożona do grobu rodzinnego, gdzie wcześniej zostali pochowani Teściowa (Śp. Emilia Ziarko) i Szwagrostwo wujka Bronka – Kuczewscy. Igły z modrzewi Gołackich sypią się na oba, blisko siebie usytuowane, groby.
Zarządca cmentarza przezornie przyciął czubki obu modrzewi. Nad grobem Wujostwa  Gołackich wznoszą się więc teraz dumnie dwie żywe kolumny.

Funeralny nastrój od tygodnia mnie nie opuszcza. Kilka razy dziennie odsłuchuję wzruszającą do łez „Яворину” w wykonaniu Stepana Hihi. „На могилі моїй посадіть молоду яворину…» Tylko komu zostawić to polecenie?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Uzupełnij pole: *