Nasza Szkoła

Państwowy system szkolnictwa w Polsce załamał się na samą wieść o epidemii wirusa z Wuhan. Choroba drążyła ten system w zasadzie od zarania, czyli od momentu odrodzenia się polskiej państwowości przed stu laty. Państwo wykorzystało ogromny entuzjazm szkolny w społeczeństwie, ale politykę oświatową realizowało za pomocą zunifikowanego programu szkół powszechnych, który miał na celu wychowanie bezkrytycznego obywatela-państwowca, całkowicie lojalnego wobec władzy (rządu).

Wszyscy pamiętamy, kto sterował oświatą w czasach PRL i jakiego człowieka starano się ukształtować w tamtym modelu szkolnictwa (homo sovieticus).

Dopóki istnieje III RP, trudno o jednoznaczną ocenę jej szkolnictwa, ale jedno jest pewne: interes ucznia nie jest w szkole publicznej najważniejszy.

W czasie, kiedy ważą się losy obecnych maturzystów i ósmoklasistów, kiedy trwają przepychanki płacowe w oświacie, kiedy świecą pustkami szkolne budynki i kiedy srajtaśma cieszy się większym popytem w narodzie, niż zeszyt lub książka, postanowiłem ocalić od zapomnienia pewną szkołę niezwykłą, która była w mojej rodzinnej wsi. To była jedyna NASZA szkoła, choć uczyli się w niej nasi dziadkowie i pradziadkowie. To była NASZA szkoła, ponieważ tylko w niej nasi przodkowie uczyli się dla życia, a nie dla stopnia, nie dla państwa, nie dla reżimu, nie dla partii władzy. To była NASZA szkoła, ponieważ była blisko, tuż-tuż, a nie w innej wsi, czy jakaś tam zdalna, zbiorcza, korespondencyjna, czy online.

Mieszkańcy Kuźnicy ( a także Januchty, Wawrzynowa, Krasnej Góry) byli potomkami fachowców, przybyłych z Moraw, Śląska, Małopolski.   Choć ich przodkowie wywodzili się z austriackiego/niemieckiego kręgu kulturowego, to nie mieli trudności z asymilacją z Polakami.  Problem pojawił się wówczas, kiedy teren Królestwa Polskiego został poddany intensywnej rusyfikacji.  Po ustanowieniu języka rosyjskiego jako urzędowego wszyscy stali się nagle „niegramotni”, gdyż nie potrafili podpisać się cyrylicą.

Na podstawie ukazu carskiego z 2 marca 1864 roku, fabrykanci z osady Kuźnica stali się właścicielami posiadanych siedlisk i użytkowanych gruntów rolnych.  Stali się włościanami, ale jakże odmiennymi od folwarcznych z Borkowic, czy Radestowa.  W trakcie pomiarów geodezyjnych i innych prac Komisji Likwidacyjnej d/s Włościan (1882 r.), mieszkańcy Kuźnicy wskazali działkę pod budowę szkoły – plac szkolny, sąsiadujący z siedliskiem Rejmerów.

Niestety, nigdy nie udało się zbudować szkoły w Kuźnicy. Brakowało budulca i pewnie dobrej woli jego posiadaczki – księżnej Czetwertyńskiej.

Idea utworzenia szkoły we wsi była jednak żywa. Przede wszystkim, dzięki światłym i obrotnym mieszkańcom, którzy przyłączali się do ruchów ludowych i socjalistycznych.  We wsi, na przełomie XIX i XX w., nadal coś tam fabrykowano z żelaza. Wieś leżała na szlaku z Gowarczowa do Chlewisk i z Borkowic do Końskich. W Końskich można było wsiąść do pociągu i pojechać do Łodzi, Sandomierza albo Warszawy, a przy okazji  zdobyć coś do czytania. W Kuźnicy osiedlali się nowi fabrykanci i żenili się kawalerowie z obcych parafii.

Jeden z takich kawalerów, Maciej Chmielewski – mieszczanin z Białaczowa, biorąc ślub z Eleonorą Gołacczanką mocno zaskoczył zmoskalonego borkowickiego katabasa Gołębiowskiego, składając osobiście podpis wraz z dopiskiem „zaślubiony” pod aktem w księdze parafialnej.  Wkrótce po ślubie, Chmielewski zaczął uczyć kuźniczan czytania i pisania. W tym nieformalnym nauczaniu uczestniczyły dzieci Gołackich,  Matyniów, Bocheńskich, Balceraków, Kusiaków i in.

Inicjatywą szkolną mieszkańców Kuźnicy zainteresował się ksiądz Jan Wiśniewski, proboszcz w Borkowicach od 1913 roku, świetnie obyty w gubernialnym Radomiu, świadomy zagrożenia dla jedynej prawdziwej religii Chrystusowej oraz Imperium Rosyjskiego ze strony niekontrolowanego nauczania. Szkoła zaczęła działać oficjalnie, chociaż bez własnego budynku.  Lekcje odbywały się w użyczonej  izbie jednej z chałup.

Do Naszej szkoły uczęszczali na początku:  Stefan Kusiak, Albin Balcerak, Bronisław Gołacki, Marianna Bomba, Jan Zamaria i in. Wujek Bronek po zaliczeniu czterech klas wstąpił do gimnazjum w Końskich.

Nastepną grupę stanowili: Bronisława Gołacka, Jan Rejmer, Antoni Woźniak, Marianna Matynia, Rozalia Balcerak, Anna Balcerak,  Jan Balcerak.

Naczycielem kolejnych roczników był Franciszek Bańkowski, który pojawił się w naszych stronach pod koniec Wielkiej Wojny. Uczył m.in., dwie młodsze siostry mojej babci Bronki: Petronelę i Leokadię Gołackie, Magdalenę Matynię, Piotra Rejmera.

Odrodzone państwo polskie przejęło kontrolę nad szkołą w Kuźnicy, ale nie uczyniło nic, żeby poprawić jej bazę materialną. Plac szkolny pozostał pusty.  A ksiądz Jan Wiśniewski wpadł na pomysł zaangażowania fizycznego i finansowego mieszkańców Kuźnicy w dzieło budowy nowej świątyni katolickiej w Ruskim Brodzie.

Szkoła w Kuźnicy przestała istnieć na początku lat 30., kiedy utworzono siedmioklasową szkołę powszechną w Wymysłowie. Zdolna lecz krnąbrna dziatwa z naszej wsi znalazła się pod szczególnym nadzorem księdza kanonika  Wiśniewskiego i jego wikariuszy, choć teoretycznie powinna być katechizowana już w nowej parafii. I do szkoły, i do kościoła zrobiło się daleko i mocno pod górkę.

Poza wspomnieniami nie pozostał właściwie żaden ślad, potwierdzający istnienie szkoły w Kuźnicy. Ku mojemu zdziwieniu, jeden dokument zachował się w Ameryce. Jest to karta z 1926 roku z podpisami uczniów, złożonymi w hołdzie narodowi amerykańskiemu, świętującemu 150 rocznicę niepodległości. /wskazał mi ten dokument kuzyn Rafał/.

Staranne podpisy na tej karcie złożyły dzieciaki, urodzone w latach 1913 – 1916. Autografy wykaligrafowały m.in., matki moich starszych kolegów: Janina Zamaria (matka Czesia Balceraka), Józefa Balcerak (matka Janka Marczewskiego), Marianna Adamska (matka Andrzeja Sitkowskiego).

Szkoły w Wymysłowie i Ruskim Brodzie także już nie istnieją. Nie mam jednak poczucia Schadenfreude, gdyż jeszcze bardziej mi żal tych paru dzieciaczków, które są dowożone obecnie do szkoły w Przysusze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Uzupełnij pole: *