Nasze słowo: ЗАЕБИСТО

Zanim rozpanoszył się ten rażący nowotwór słowny „koronawirus”, w ojczyźnie-polszczyźnie królowało przez dwa dziesięciolecia zgrabne gramatycznie, śpiewne fonetycznie, przebogate semantycznie, w pełni funkcjonalne i uniwersalne stylistycznie,  wywiedzione z pansłowiańskiej tradycji słowo „zajebisto” z jego przeróżnymi wariantami. Do upowszechnienia się tego słowa w narodzie walnie przyczynił się Michał Wiśniewski – ekscentryczny wokalista, lider zespołu „Ich Troje”, wykonawca szlagieru „Keine Grenzen”.

Na kilku forach internetowych starano się ustalić, skąd pochodzi to słowo, gdyż wydawało się oczywiste, że to nie M. Wiśniewski sam go sobie wymyślił lub „odkurzył”. Ktoś tam stwierdził, że słowo pojawiło się pod koniec XX wieku, a inny całkiem słusznie zasugerował, że zostało wymyślone przez  rusycystów lub ludzi, kontaktujących się z Rosjanami. Były to jednak tylko domysły, ponieważ słowa „zajebisto” nie odnotowano nawet w słowniku slangu młodzieżowego pod redakcją Tatjany Nikitinoj. Dlatego warto przypomnieć okoliczności, w których ja i moi koledzy pozyskaliśmy to słowo i jak tę cenną zdobycz przytaszczyliśmy do kraju, aby podzielić się nią z rodakami.

W środku drugiej zimy stanu wojennego przekorny los sprawił, że znaleźliśmy się w Moskwie, w Instytucie Języka Rosyjskiego im. A.S. Puszkina, zamiast za czerwonym murem Uniwersytetu Kijowskiego.  Kompetencje językowe mieliśmy raczej przeciętne, a poza tym bardzo nas zaskoczyło wieloetniczne i multirasowe towarzystwo, z którym mieliśmy koegzystować przez kilka ruskich miesięcy.  Praktyczne stosowanie rosyjskiego języka mówionego znaliśmy tylko z teorii, a mój niemiecki mógł się przydać tylko w kontaktach z dwoma studentami z NRD. Niemniej, już po tygodniu mieliśmy spory krąg egzotycznych znajomych ( z Afganistanu, Bułgarii, Finlandii, Nigerii, Tunezji i Wietnamu), którzy na nasz serdeczny, poranny „Priwiet!”  odpowiadali „Zdrawstwujtje. Kak diela?”. A wtedy my opowiadaliśmy, że „płocha”, że „ gaława balit”, że „ spat’  choczietsja” itp.  Kiedy w porze obiadowej spotykaliśmy naszych znajomych na stołówce, to na nasz przyjacielski uśmiech oni znów reagowali  zgodnie z etykietą: „Zdrawstwujtje. Kak diela?”. A my znów szukaliśmy słówek, żeby dokładnie przedstawić, że „ oczień płocha”, że „kuszat’ choczietsja”, że „opjat’ kartoszka-piure”. Wieczorem, zachodząc do baru, mieliśmy pewność, że zastaniemy tam naszego znajomego Fina – Pertti, który z piwem w dłoni powita nas głośnym „Zdrawstwujtje. Kak diela?”. A my cóż, że „oczień, oczień, płocha”, że „dienieg mało”, że „w Polsze wojennoje położenije”.

W następnym tygodniu znajomych nam przybyło, a ich „Zdrawstwujtje. Kak diela?” dopadało nas w windzie, w drodze do sklepu, przy wejściu do Instytutu, przy stołach pingpongowych i przy trambambulo.  Coś tam jeszcze wymyślaliśmy, że „płocho woobszczie”, że „niet siły uczitsja”, że „sliszkom  mnogo  ałkagolja” itp. Brakowało nam już słów i cierpliwości, żeby podtrzymywać dialog z naszymi znajomymi.

Uratowali nas Szafik i Alik – koledzy z Afganistanu, którzy regularnie ustawiali się na końcu korytarza, vis-à-vis sali m-lle N.N.Aminowoj (ona była ich opiekunem, a nas traktowała ostro i przekonywała  o niezwykłym bogactwie leksykalnym języka rosyjskiego oraz zmuszała do wyszukiwania synonimów i antonimów i rozpoznawania stylu na podstawie fragmentu tekstu).  Ci dwaj młodzieńcy już drugi semestr szlifowali język okupanta (prawdopodobnie współpracowali z wojskiem okupacyjnym), a więc byli obeznani także z językiem potocznym. Obserwowali nasze męki podczas forsowania korytarza i doradzili, jak odpowiadać na to nieszczęsne „kak diela?” , żeby było i elegancko, i prosto, i szybko. Jednym uroczym słowem: ZAJEBISTO.

To było właśnie to słowo, którego potrzebowaliśmy. Zdawaliśmy sobie sprawę, jaką ma moc (pamiętaliśmy kawały Naszego dr Waśki o Kozakach i Waszem Błagarodje Jekaterinje II, o Otello przy trupie Desdemony i o tym, jak się zaczęła II wojna światowa). Widzieliśmy zaskoczonych naszych znajomych z Europy, Afryki i Półwyspu Indochińskiego. Niektórzy pytali, co to znaczy „заебисто»? A my objaśnialiśmy z pełną powagą, że „ просто очень, очень хорошо».

Przeprowadziliśmy test również na naszym opiekunie Grzesiu (Georgiju I. Bołotajewie). Po raz pierwszy nie spóźniliśmy się na zajęcia, zajęliśmy miejsca w pierwszym rzędzie i czekaliśmy  na jego wejście i powitanie. A kiedy wszedł, zdziwił się na widok siedzących „отличников», wypowiedział sakramentalne „как дела?” i usłyszał radosne «заебисто», to z wrażenia wbił się w krzesło i złapał za głowę. Zajebisto, Panie Grzesiu – powtórzyliśmy.

W ciągu semestru poznaliśmy jeszcze inne ważne rosyjskie słowa i wyrażenia oraz zwiedziliśmy kilka miast. Spokojnie uzyskaliśmy zaliczenia z języka mówionego i zdaliśmy egzamin z naukowego komunizmu, choć całkiem inaczej oceniliśmy rolę Armii Czerwonej w „wyzwoleniu Polski spod okupacji hitlerowskiej”, niż doc. A. Mańko. Na pożegnanie z Instytutem, zajmującym obiekty po byłej wiosce olimpijskiej, powtórzyliśmy gest Kozakiewicza (как доказ, что ми тогда в этом „русском мире” не  совсем охуели).

Słowo „zajebisto” oraz mapę SSSR, podwędzoną z pracowni doc. W.I. Kuzowkina od „stranoviedienija”, szczęśliwie przemyciliśmy do ojczyzny, zdławionej przez reżym Jaruzelskiego-Kiszczaka. To były nasze talizmany do końca PRL- u. Wykorzystywaliśmy każdą okazję, by zapoznawać z naszym słowem rodziny, znajomych, współpracowników. Paru kolegów miało możliwość pochwalić się znajomością tego słowa w jednostkach wojskowych. Wypowiadając to słowo mieliśmy poczucie wolności.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Uzupełnij pole: *