Ogórki spod lupy

W warszawskiej kamienicy przypudrowana zdewociała jejmość podejrzała damulkę z oficyny naprzeciwko, która, zadawszy sobie rozkoszy za  pomocą ogórka, beztrosko wyrzuciła zużyte warzywo  na podwórko. Po chwili, od bramy na podwórko zatoczył się jakiś absztyfikant, który zobaczył ogórka, schylił się po niego i zaczął wycierać go o rękaw marynarki. Zniesmaczona i zatroskana jejmość chciała  ostrzec tegoż amatora witamin, lecz krępowała się wypowiadzieć grzeszne słowo. Kombinowała, kombinowała, aż wreszcie wymyśliła i zawołała do faceta, który już zdążył nadgryźć ogórka: – Panie szanowny, wyrzuć go pan, on jest z pity!  Facet przełknął, oblizał wargi i odrzekł: – Z pity, nie z pity, grunt, że nie zgnity.

To stary dowcip. Usłyszałem go od kuzynów, kiedy jeszcze z trudem chwytałem równowagę, siedząc na nocniku. Przypomniał mi się wczoraj, kiedy dowiedziałem się, że prezes UOKiK Tomasz Chróstny wyczaił w „Biedronce” ukraińskie ogórki, wystawione na półce pod polską banderą.  Jak się okazuje, owoce i warzywa z tej sieci sklepów, cieszącej się szczególną sympatią wsród ukraińskich gastarbeiterów, od dłuższego czasu są pod lupą kontrolerów z UOKiK i Izby Handlowej, którzy sprawdzają oznaczenie „obywatelstwa” marchewek, pomidorów, ogórków i kartofli.

Ogorków szklarniowych smakosz ze mnie mizerny, więc jest mi obojętne, czy ogórek na półce nuci sobie „Marsz Pruskiej Chwały”, czy „Marsz Nowoji Armiji”. Istotne jest tylko to, żeby był świeży i niedrogi. A taki będzie z pewnością ten zerwany za miesiąc, na polu u bambra spod Grójca, delikatnymi rączkami jakiejś polonistki lub katechetki.

Trochę się jednak obawiam, że prezes UOKiK weźmie pod lupę także logo sieci sklepów „Biedronka” i przerazi go czerwono-czarny kolor miłego żuczka. I może zawnioskuje o zastąpienie bożej krówki np. żuczkiem z Kolorado.

Chwała ukraińskim ogórkom!

Слава Бедрику!

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Uzupełnij pole: *