Papuaska legenda

„Na początku na ziemi byli tylko sami mężczyźni. Oni żyli sobie w spokoju, niczym się nie przejmując. Lecz któregoś razu,  pewien mężczyzna, powróciwszy z polowania, powiesił  w chacie swój łuk, a sam wyszedł na dwór, aby wypatroszyć upolowanego kazuara. Wkrótce zachciało  mu się pić i z powrotem zaszedł do chaty. Spojrzał, a tam wokół jego łuku okręciła się żmija. Mężczyzna spróbował ją zrzucić, ale nadaremno, żmija z łuku nie spadała. Trzeba było ją zabić, ale mężczyzna nie miał jak raz pod ręką pałki, żeby się zamachnąć. Dlatego zostawił żmiję, sądząc, że ona sama spełznie z łuku, kiedy jej zbrzydnie zwisanie na nim.

Popił wody i poszedł posiedzieć do sąsiada. A kiedy powrócił, patrzy, a tu z chaty wszystkie śmieci gdzieś poznikały, wszędzie czyściutko. Mężczyzna długo nie mógł się nadziwić, a potem znowu poszedł do sąsiada. Może on będzie wiedział, cóż to wszystko znaczy. Ale i sąsiad nie potrafił nic wyjaśnić.

A w domu kolejny raz czekało na mężczyznę coś niepojętego. Kiedy on przebywał u sąsiada, ktoś zdążył usmażyć kazaura. Mężczyźnie nie pozostało nic innego, tylko zasiąść do kolacji. Siedział sobie w chacie, zajadał, a żmija spoglądała na niego z łuku i nie poruszała się.

Podjadłszy, mężczyzna zaczął udawać, że ponownie zamierza wyjść na wieś. Tylko rzecz jasna, że sam nigdzie nie poszedł, lecz ukrył się za chałupą, żeby podejrzeć, któż to u niego się gospodarzy.

Minął jakis czas i mężczyzna zobaczył jak z chaty wyszła młoda, urodziwa dziewczyna. Rozpaliła ognisko i zaczęła piec placuszki z sagowej mączki. Potem, spostrzegłszy mężczyznę, chciała uciekać, ale mężczyzna złapał ją za rękę. Dziewczyna przyznała się, że to ona jest tą żmiją, która wisiała na łuku.

Mężczyzna poprosił dziewczynę-żmiję, żeby mieszkała dalej z nim, ale żeby już nigdy więcej nie zamieniała się w żmiję. Ona się na to zgodziła i została jego żoną.

Od tej dziewczyny-żmii wywodzą się wszystkie kobiety. Wszystkie one teraz są podobne do ludzi, ale mimo wszystko to są żmije. (…)”

 

* legenda pochodzi z książki Ołeksandra Semenowycza Iwanczenka „Dorohamy Makłaja”, którą Ten Niezwykły Człowiek-Autor obdarzył mnie w lipcu 1988 roku. Przekład z j. ukraińskiego: Odporny.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Uzupełnij pole: *