W trzystuletnich dziejach imperium moskiewskiego przewinęło się od groma wszelkich monstrów i cudaków: łomonosow, jekateryna druga, puszkin, rasputin, czapajew, pawlik morozow, andropow, gorbaczow, putin, miedwiediew i in. Ale przebił ich wszystkich Władysław Eljaszewicz Uljanow – wnuczek krawca Mikołaja Uljanowa, urodzony 22.04.1870 roku nad środkową Wołgą, który od początku XX wieku występował pod pseudonimem „lenin”.
Lenin i jego świetnie zorganizowana i zakonspirowana klika terrorystów-marksistów zmienili oblicze moskiewskiego imperium i nakreślili kolejne etapy ekspansji tegoż imperium. W połowie XX wieku, krwawy sztandar moskowitów zwisał i powiewał triumfalnie nad całą Mitteleuropą, a portret łyso-rudego lenina znali wszyscy zamieszkali za żelazną kurtyną.
Lenin był wszędzie: na pomnikach,
w nazwach ulic i fabryk, w gazetach i w filmach, na defiladach i akademiach, w pracach naukowych i w literaturze, na znaczkach i monetach, w ekonomii i filozofii, w wojsku i na studiach, w polityce i w religii. A kiedy nastąpił przesyt, to pojawił się także w satyrze i dowcipie, w piosence studenckiej i w ludowych przyśpiewkach.
Zbrodnicze oblicze leninizmu znałem z opowieści domowych, ale dopiero wydarzenia w Radomiu w 1976 roku uzmysłowiły mi, że żyjemy w dziwnym rozdwojeniu, że nie mówimy prawdy. Fałszywa marksistowsko-leninowska ideologia, która osiągnęła swoje apogeum w 1978 roku, właśnie wtedy całkowicie straciła dla mnie znaczenie. Mój umysł chłonął wszelkie dowcipy antykomunistyczne, a na usta cisnął się refren: „A ty maszeruj, maszeruj głośno krzycz: niech żyje nam wałodia iljicz!”
Na pierwszym roku moich studiów lenin był nieobecny. Zastąpiłem go sobie wybitnym akademikiem winogradowem, którego znalazłem we wstępie do jakiejś gramatyki opisowej. Dopiero wprowadzenie stanu wojennego przez ślepowrona zmusiło nas do kontrakcji.
Na przedwiośniu 1982 roku, w naszej kryjówce o kryptonimie „jasna polana” rozpoczęliśmy przygotowania do wyprawy na moskwę. Ustalaliśmy miejsca, w których powinniśmy natrafić na trop lenina, bo chcieliśmy obalić tezę, że ten zbrodniarz nad zbrodniarze jest wiecznie żywy. Niezbędnych map i literatury dostarczył nam kolega A.L., który akurat odbywał roczną służbę w SPR.
Po przyjeździe do moskwy nie daliśmy się złapać w pułapkę, zastawioną prawdopodobnie w bibliotece im. lenina, ponieważ zamiast do katalogów i czytelni , pojechaliśmy obejrzeć panoramę bitwy pod borodinom. Drugim obiektem, który spenetrowaliśmy, było muzeum historii rewolucji przy placu czerwonym. Stał tam jeden z bodajże sześciu ogółem leninowych rolls-royce’ów. W jednej z gablotek była fałszywa legitymacja lenina, gdzie w rubryce zawód widniało : Schriftsteller. Ale najważniejsze były uwagi lenina dotyczące konspiracji, czyli rezygnacja z klasycznych piątek na rzecz konspiracyjnych trójek a nawet dwójek.
Zastosowaliśmy, w celu maksymalnego bezpieczeństwa, tenże system dwójkowy. Z kolegą B. udaliśmy się do sklepu „wojentorgu”, gdzie nabyliśmy za nieduże kopiejki plakaty propagandowe, w tym portret lenina, naszkicowany ręka niezłego artysty.
Lenina zaraz przytroczyliśmy do tapety na ścianie w naszym apartamencie i po każdej balandze śpiewaliśmy mu naszą wersję piosenki:
” ленин всегда живой,
ленин и хуй с тобой…”
Na jednej z pierwszych akademii w auli instytutu murzyna puszkina, z ust jego dalekiego potomka – olbrzyma z Mali, przyswoiliśmy sobie wierszyk :
„ленин – кто ты?
ленин – где ты?
ленин?
да, ленин.”
Szlajaliśmy się wiec po korytarzach instytutu i mamrotaliśmy ten wierszyk, aż ktoś usłyszał i zaproponował nam wycieczkę do górek leninowych. Takiej okazji nie mogliśmy przegapić. Po przeszło godzinnej jeździe rozklekotanym ruskim autobusem dotarliśmy do pałacyku,
gdzie lenin zakończył swój marny żywot. Obejrzeliśmy dwa kolejne wehikuły skromnego lenina, w tym jeden na płozo-gąsienicach, służący mu do polowań. Bo lenin – jak większość zbrodniarzy- polowania uwielbiał. Od podlizuchów z Zachodu dostawał w prezencie akcesoria myśliwskie: strzelby, noże, rękawice, mokasyny itp. W pałacyku leninowi cały czas towarzyszyła ochrona osobista, dowodzona przez osobę najbardziej zaufaną, czyli siostrę Marię. A mimo to wciąż pojawiają się podejrzenia, że leninowi dodano jakąś truciznę.
W kwietniowy dzień 1983 roku, a był to najpewniej subotnik leninowy, uzbrojeni w aparat zenith z zajebistym obiektywem, udaliśmy się z kolegą B. na plac czerwony w okolice bunkra z truchłem lenina. Po drodze sfotkaliśmy takiego milicjoniera – bambaryłę, jak się okazało rodem spod Czernihowa.
A potem krążyliśmy koło bunkra-mauzoleum i zanosiliśmy modły i błagania do tego komunistycznego bóstwa, ale chyba nas nie wysłuchało, bo tego dnia do bunkra nie wpuszczano.
Nie ustawaliśmy jednak w naszym pościgu za leninem i do mauzoleum zajrzeliśmy aż dwa razy. Za pierwszym razem bowiem sowiecki sołdat nie pozwolił nam przyjrzeć się, czy czaszka i dłonie nie są przypadkiem jakimś odlewem z wosku lub porcelany. Na jednym z punktów kontrolnych kolega B. miał też pierepałki z powodu naszywki na kurtce „US Army”. Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że lenin rzeczywiście padoch.
I choć w 1989 roku zapewniano nas, że zdechł także komunizm i rozpada się imperium moskiewskie, to my nie przestaliśmy tropić lenina. W Polsce i za wschodnią granicą Polski.
Z wielką satysfakcją i rozkoszą odnotowywaliśmy każdą zmianę nazwy ulicy, każdy obalony pomnik.
Wierzymy też, że w ramach elementarnej derusyfikacji, zostaną zburzone nie tylko ostatnie pomniki lenina, ale także puszkina itp.