Nudno się zrobiło w ostatnim roku w tej Pisusze jak diabli – w sztetlu i na peryferiach. Ostatnia masówka odbyła się w Boże Ciało, a reszta tradycyjnych imprez została odwołana z powodu zarazy. Zrezygnowano z urządzania Dni Kolbergowskich/Dni Przysuchy,
organizacji turnieju Beach Volleyball w Toporni, a także przemarszu Orszaku Heroda w Trzech Króli. W końcu listopada zapowiedziano również, że miasteczko nie weźmie udziału w jazgotliwym finale ogólnopolskiej kwesty dobroczynnej, której pierwowzoru można się dopatrzyć w akcji Winters Hilfe.
Mnie najbardziej żal odwołanych zawodów o Puchar Polski w Siatkówce Plażowej, bo mogły być alternatywą dla tego cyrku wyborczego, który odbył się w Końskich Wielkich. A poza tym, byłaby okazja podziwiać grę świetnego i bardzo sympatycznego Michała Koryckiego
i bawić się wspólnie z fanami z grupy Rumcajsa z Ostródy.
Za Herodem i Owsiakiem zaś, tęsknić nie zamierzam.
Z Oskarem Kolbergiem i coroczną imprezą na jego cześć, organizowaną w Przysusze w pierwszą niedzielę czerwca, począwszy od 1960 r., mam pewien problem. Mam problem, choć ani trochę nie podważam znaczenia pracy, wykonanej przez Kolberga i, osobiście, czuję silny związek z folklorem opoczyńskim oraz zaliczyłem semestr wykładów u profesora Stefana Kozaka nt. folkloru ukraińskiego. Wydaje mi się, bowiem, że Oskara Kolberga akurat z Przysuchą łączy raczej niewiele, czyli tyle samo, co mnie z uroczymi Chlewiskami, w których po raz pierwszy ujrzałem oko dnia, gdzie urzędowo odnotowano datę moich narodzin i gdzie się czasami zatrzymałem w celach turystycznych.
/”Małe ciche” w Chlewiskach, gdzie kopę lat wstecz mieściła się izba porodowa/
Oskar Kolberg został ustanowiony patronem Przysuchy w dużej mierze z przypadku, jak to mawiają: z braku laku. W drugiej połowie lat 50. ubiegłego wieku, w nowo powstałym powiecie i sztucznie powiększonej mieścinie nie sposób było znaleźć bohatera ludowego pokroju „Małego Franka”, czy generała „Waltera”. Na Radzie Powiatu ktoś bardziej oświecony rzucił więc pomysł, że może Kolberg, bo napisał „Lud”. A to przecież lud był w Polsce Ludowej najważniejszy!
Powiatowy partyjny aparat propagandowy w krótkim czasie przybliżył przysuszakom postać O. Kolberga: wydrukowano jednodniówkę, na przypadkowej kamienicy przy pożydowskim rynku wmurowano tablicę pamiątkową, rynek ów został nazwany Placem Kolberga, radiowęzeł przysuski zaczął nadawać rzępolenie kapel ludowych, klub sportowy nazwano „Oskar” i zaczęto organizować „Dni Kolbergowskie” w formie „narodnogo guljanja”, upowszechnionego w Związku Sowieckim”.
/Przy okazji okrągłej rocznicy Kolberga, towarzyszom i kolegom zebrało się na pisanie listów/
Najbardziej paradoksalne było to, że kilka lat wcześniej oważ władza ludowa dokonała przymusowego przesiedlenia mieszkańców kilkunastu wsi na zachód od Przysuchy, niszcząc bezpowrotnie jedną z ostoi folkloru opoczyńskiego.
Nie badałem dogłębnie, jakie znaczenie miało dla O. Kolberga to, że urodził się w Przysusze. Wydaje mi się, że było mu to obojętne. W 20 tomie „Ludu”, o jego rodzinnej miejscowości możemy przeczytać tylko tyle, że „Przysucha miasteczko, niegdyś własność Morsztynów, później Dębińskich. Urszula z Morsztynów Dębińska, starościna Wolbromska wystawiła w r. 1780 kościół z kamienia ciosowego na miejscu dawnego drewnianego. Miasteczko ma trzy rynki: polski, żydowski i niemiecki. Już na początku 18-go stulecia dziedzice sprowadzali tu rzemieślników cudzoziemców. W pobliżu kopalnie rudy żelaznej, walcownia, pudlingarnia i inne zakłady przemysłowe”. A w przypisie dodał, że „Na pobliskiej górze leżą wsie Kozłowiec i Lipno; w ich to sąsiedztwie (a wedle innej wersyi na górze pod Grudkiem) ma przemieszkiwać ów diabeł, który się jako stral w kręcącym wirze objawia”. Ja o Chlewiskach byłbym w stanie napisać znacznie więcej i dorzuciłbym coś od siebie.
I choć kupę lat minęło od upadku Polski Ludowej, to lud przysuski coraz bardziej utożsamia się z Kolbergiem. W dwusetną rocznicę urodzin Oskara, rząd platformersko- ludowy zajechał limuzynami do Przysuchy na konferencję naukową, inaugurującą ogólnopolski Rok Kolberga. Władza samorzadowa zadbała wtenczas o symboliczne obywatelstwo miasta dla Oskara, sadzając jego figurę z metalu na ławeczce w centrum Przysuchy.
Ale największą frajdę rok temu sprawiły przysuszakom PKP-InterCity, uruchamiając połączenie Olsztyn – Kraków (pociąg „Kolberg”) przez Przysuchę.
Usłyszeć na Dworcu Warszawa Zachodnia komunikat, że następna stacja to Przysucha – naprawdę bezcenne.
/Stacja Przysucha z „Kolbergiem”/
A może by tak jeszcze „Oskar” powrócił do III ligi?