Wprowadzenie stanu wyjątkowego zburzyło mój spokój. Od strefy zamkniętej/zagrożonej dzieli mnie tylko dwieście kilometrów, a była granica guberni białostockiej jest o rzut kaszkietem.
Если завтра война, to najdalej w święto Matki Boskiej Siewnej na radzymińskich przedpolach zawarczą „władymirce” z Łukaszenkowych kołchozów. I po paru dniach będzie już wszystko zaorane, bo cud dwa razy się nie zdarza.
Si vis pacem, para bellum. Uzbroić się już nie zdążę, zresztą, czy byłbym w stanie strzelać do traktorzystów? Mogę się tylko ukrywać lub uciekać. I do tego muszę się dobrze przygotować, czyli znaleźć dobre miejsce na kryjówkę i zaplanować drogę odwrotu. Właśnie dlatego w niedzielne południe wybrałem się na rekonesans do lasu na południowym obrzeżu Radzymina. Dokładnie w to miejsce, gdzie w sierpniu 1920 roku, oczekiwał na bolszewików Nowogródzki Pułk Strzelców.
Te brzozy prawdopodobnie wtedy maskowały ich stanowiska ogniowe.
Wydaje mi się, że obecnie też jest to całkiem dyskretne miejsce. Świadczą o tym ślady zostawiane regularnie przez złodziei samochodów i innych zasrywaczy leśnego krajobrazu.

Można stąd obserwować ruch na obwodnicy.
A na odpoczynek zamelinować się na terenie częściowo ogrodzonym, gdzie jeszcze nie tak dawno stacjonował 5 Dywizjon OP (rakietowy) ze Słupna.
Przez środek lasu przechodzi szlak Słupno – Nadma, którym można się ewakuować na południe, do niezagrożonego Wołomina, Kobyłki lub Zielonki, a przy okazji zebrać trochę grzybów, jagód i jeżyn.
Póki co, pod Radzyminem spokój.