Towarzysz Wiesław

Bardzo smutno mi się zrobiło, kiedy wczoraj, na płocie przy wlocie na osiedle,  zobaczyłem klepsydrę z lakonicznym zawiadomieniem o śmierci Wiesława Lasoty. Odszedł Człowiek, Którego poznałem prawie 50 lat temu, z Którym często spotykałem się na ulicy, w sklepie lub urzędzie, i z Którym spotkanie nigdy nie ograniczało się do zdawkowego powitania. Dla mojego wuja Stacha, natomiast, Wiesław Lasota był nie tylko partyjnym towarzyszem, ale, przede wszystkim, cierpliwym i wyrozumiałym partnerem do dyskusji, naukowym i politycznym autorytetem i najlepszym z kolegów.

Wiesław Lasota wywodził się z Podkarpacia. Na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku osiadł w Przysusze, gdzie zajmował się geodezją i gdzie założył rodzinę. Komitet Powiatowy PZPR   w Przysusze powierzył Tow. Wiesławowi Lasocie obowiązki partyjnego instruktora i propagatora oraz opiekę nad członkami partii w terenie, a w tym, nad Podstawową Organizacją Partyjną w mojej rodzinnej wsi, gdzie sekretarzem był mój wujek Stach.

W połowie lat 70., dzięki przyzwoleniu Tow. W. Lasoty oraz wuja Stacha, jako nastolatek uczestniczyłem w paru zebraniach POP. Odważyłem się nawet poprosić, żeby „partia” udzieliła mi wsparcia w moich przepychankach z ówczesnym proboszczem, następcą śp. Ks. Stanisława Groszka. Strasznie się wtedy zawiodłem na tej „partii”, ale, jednocześnie, Tow. Wiesław bardzo spokojnie wyjaśnił mi, jaka jest różnica pomiędzy propagandowymi hasłami a realną polityką wobec Kościoła. W rezultacie, już nigdy później nie przyszedł mi do głowy pomysł, aby wstępować do partii komunistycznej, ani jakiejkolwiek innej. A kiedy, jako maturzysta w LO im. B. Bieruta, zostałem przez szkolnego, pezetpeerowskiego bonzo uznany za godnego do wręczenia mi rekomendacji na kandydata na członka PZPR, to pozwoliłem sobie odmówić, oświadczając, że takich rekomendacji to ja mogę mieć na pęczki.

Pana Wiesława Lasotę bardzo zaskoczył wybrany przeze mnie kierunek studiów. Był przekonany, że zdecyduję się na coś konkretnego na Politechnice, ewentualnie na coś z nauk politycznych.     W trakcie naszych przypadkowych spotkań zawsze dopytywał, czy nie zmieniłem kierunku, a gdy wyczuwał z rozmowy, że tematyka ukraińska coraz bardziej mnie wciąga, to trochę sobie żartował, a nawet ironizował.

Utkwił mi w pamięci szczególnie jeden dowcip, zasłyszany od Pana Wiesława Lasoty, zawierający nutkę ironii pod adresem Ukraińców – Dobiega końca przedstawienie w ukraińskim teatrze. Widownia wstrzymuje oddech, bo na scenę wbiega zakochana do szaleństwa Kateryna,  która zatrzymuje się przy furtce w płocie i woła w stronę domu: Грицю, Грицю! Вийди з хати! A tu nic, nikt nie odpowiada. Kateryna znowu woła: Грицю, Грицю! Вийди з хати! Nadal cisza. Kateryna krzyczy-błaga: Грицю, Грицю! Вийдиии з хатии! A wtedy, z pierwszego rzędu, rozlega się na cały teatr: Гриця нема, пішов срати!

Trudno powiedzieć, co miało decydujący wpływ na chłodny stosunek Pana Wiesława Lasoty do kwestii ukraińskiej. Prawdopodobnie nie tylko lektura antyukraińskich publikacji z okresu PRL, ale także jakieś rodzinne przeżycia lub traumy.  Kiedy po raz ostatni zahaczaliśmy o tę problematykę, a był już wówczas na emeryturze i przygotowywał samochód do wyjazdu w Rzeszowskie, to wciąż nie podzielał moich sympatii do sąsiedniego narodu.

Wielka szkoda, że już się nie spotkamy z Panem Wiesławem gdzieś na Przysusze.

Niech Mu ziemia lekką będzie.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Uzupełnij pole: *