Widełki sądowe

Jestem przestępcą.  A jeszcze niedawno byłem powszechnie szanowanym, szczęśliwym alimenciarzem.

    Jestem przestępcą z woli pisonerii, która od kilku lat swoimi dobrymi zmianami, niezwykle skutecznie umacnia więzy pomiędzy szarymi obywatelami a najświatlejszą władzą polskiego kolosa pojałtańskiego. Pisoneria, jak wiadomo, dokonała zmiany Art. 209 kk („Kto uchyla się od wykonania obowiązku alimentacyjnego…”), ale nie wprowadziła, jak powszechnie oczekiwano, automatycznego wygaszania obowiązku alimentacyjnego, np., z chwilą ukończenia przez uprawnionego do alimentów dwudziestego piątego roku  życia lub z chwilą zakończenia stacjonarnych studiów dziennych.

    Jestem przestępcą, ponieważ, w określonych okolicznościach, podjąłem decyzję o wstrzymaniu alimentowania osoby uprawnionej na podstawie orzeczenia sądowego. Wstrzymując przelewy bankowe starałem się jedynie upewnić, czy uprawniony do alimentów nie czuje się pokrzywdzony. Nie miałem świadomości, że zwolnić mnie z obowiązku alimentacyjnego może jedynie sąd. I zapewne wielu delikwentów, którzy postąpili podobnie, było mocno zaskoczonych, kiedy organ prokuratorski doprowadził ich przed oblicze sądu, a sędzia nie miał innego wyboru, niż orzeczenie kary pozbawienia wolności.

Jestem przestępcą, ale raczej nie pójdę siedzieć, bo dobrzy ludzie w porę mnie ostrzegli i doradzili jak najszybsze złożenie pozwu do sądu o wygaśnięcie obowiązku alimentacyjnego. I ja taki pozew przesłałem do mojego ukochanego sądu w Olsztynie w dniu 11 grudnia 2019 r. Wiem, że tak się nie robi, bo to psuje statystyki, ale niech mi tym razem Wysoki Sąd wybaczy. Alimenciarzem zostałem w lutym, więc byłoby całkiem fajnie, gdybym w tym samym miesiącu mógł świętować również zakończenie tego obowiązku. Nb. w lutym niemalże zbiegły mi się rocznice ślubu i rozwodu.

Kiedy zatem wczoraj powróciłem do Pisuchy i znalazłem w skrzynce awizo, to pognałem w derdy na pocztę, żeby poznać termin rozprawy.  A tu  nagle, masz babo placek! Składam podpis, niby wszystko się zgadza: Olsztyn, Sąd Rejonowy, nadal te pieprzone „dąbrowszczaki”, tylko ta koperta formatu „DL” jakaś taka sponiewierana, z jednej strony otwarta.  Ze stempla widać, że w Łomży była 19 grudnia, ale po kiego grzyba jak z tego Olsztyna do Pisuchy mogła sobie w cztery godzinki z hakiem dojechać bezpośrednio pociągiem „Kolberg” PKP Intercity? Wyciągnąłem ze środka trzy kartki, uznałem, że to do mnie i nie składałem reklamacji.

Jak się okazało, otrzymałem wezwanie do uzupełnienia braków formalnych pozwu poprzez uiszczenie 40 złotych (brakującej części opłaty pozwu).  Zakładam, że takie wezwanie zbiłoby z pantałyku nawet obrońców „wolnych sądów” w przeżywającej ostatnie stadium III RP. Przecież obliczyć 5% od sumy kilku tysięcy złotych potrafią wszyscy.  Ja swoją kwotę, czyli 7200 PLN, najpierw podzieliłem na pół, a potem jeszcze przez 10 i wyszło mi 360. Tyle też przesłałem na konto Sądowi Rejonowemu w Olsztynie. Więc z jakiej racji mam dopłacić akurat 40 złotych?

Myślałem, kombinowałem, dzwoniłem do Biura Obsługi Interesanta (89 523 02 84) – przez 33 minuty byłem trzeci w kolejce oczekujących i połączenie się zerwało, wypytywałem praktyków sądowych… i psu na budę.

Dopiero dłuższe szperanie w Internecie pozwoliło mi zaspokoić ciekawość i wyjaśnić, skąd to żądanie dopłaty. Otóż, wiosną 2019, pisoneria znowelizowała wysokość i sposób naliczania opłat sądowych w sprawach o charakterze majątkowym. Kiedy te nowe, ma się rozumieć wyższe, opłaty weszły w życie, jeszcze się nie doszukałem. Nie wiem też, co za łeb, wpadł na pomysł, aby włączyć do nowelizacji opłaty z zakresu Kodeksu rodzinnego?

Teraz już wiem, że, skoro wartość przedmiotu mojej sprawy wynosi 7200 PLN, to Sąd musiał zastosować widełki 4001 – 7500, dla których obowiązuje obecnie opłata 400 złotych.  Według starych, procentowych zasad naliczania, zapłaciłbym 360 złotych (11% mniej), a według starych widełek tylko 250 złotych,  czyli mniej o jedną trzecią.

Trudno, dopłacę te 40 złotych. Przecież jak nie wygaszę formalnie alimentów, to wyląduję pewnie w jakimś pierdlu  warminsko-mazurskim, a pisoneria wtenczas puści znowu „Kolberga” trasą przez Włoszczowę i na przepustkę do Pisuchy będę się telepał szlakiem Green Velo przez Kurpie i Podlasie, jak ten list z Sądu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Uzupełnij pole: *