Wspomnienie o Tadeuszu Pfeifferze (1949 – 2015)

Od śmierci Tadeusza Pfeiffera minęło już pięć lat. Ten niezwykły Artysta zmarł 10 stycznia 2015 roku po ciężkiej chorobie w szpitalu w Działdowie. Kilka dni pózniej został pochowany na cmentarzu w Nidzicy, u Wrót Mazurskiej Krainy, w której przez lata żył i tworzył.

Doskonale pamiętam moje pierwsze spotkanie z Tadeuszem Pfeifferem w Jabłonce nad Jeziorem Omulew, w końcu lata 2005 roku. Niespodziewanie zjawił się na pomoście, gdzie łowiłem krąpie i płotki.  Jak się okazało, od pewnego czasu był dobrym znajomym moich przyjaciół.  I tak jak ja, bardzo lubił opowiadać o sobie i o zdarzeniach, których był głównym bohaterem.  Nie był jednak typem spokojnym, więc żadnej  rybki już nie złapałem tego popołudnia.

Znajomość z Tadeuszem rozwijała się dość szybko i  nie ograniczała się do spotkań przy stole i smakowania ekologicznego napitku pod zakąskę z uklejki lub leszczyka. Najpierw moi przyjaciele, a potem także ja, staliśmy się bywalcami wernisaży wystaw malarstwa, organizowanych przez Tadeusza w wielu miejscowościach Warmii i Mazur.  Czasami nawet trochę pomagaliśmy Mistrzowi od strony logistycznej.

Tadeusz zadziwiał mnie niezwykłą energią i poświęceniem, jakie wkładał w przygotowanie wystaw artystycznych.  Zdumiewał tym bardziej, ponieważ nie chodziło mu wyłącznie o zaprezentowanie własnych obrazów, lecz o zaktywizowanie do wystawiania wielu Jego przyjaciół: malarzy, grafików, rzeźbiarzy, fotografów, zaszywających się gdzieś tam w mazurskiej głuszy ze swoimi dziełami. I większość artystów przyjmowała zaproszenie od Tadeusza do udziału we wspólnej wystawie.

Tadeusz Pfeiffer był wnikliwym obserwatorem rzeczywistości, ale jako doskonale wyedukowany, świadomy artysta, tworzył dzieła abstrakcyjne. Posługiwał się „mową geometrii”, kiedy cierpliwie zapełniał kartkę papieru swoimi kreseczkami (niteczkami) lub kółeczkami.  Rzędy pionowych kresek kreowały np. abstrakcyjne pejzaże (górskie, leśne, polne), a kreseczki z kółeczkami stawały się „kwiatami dla Aurelii”.

Pewnego razu, za kilka płotek lub jakąś drobną przysługę, Tadeusz obiecał mi obrazek. Będąc u Niego w domu, w Zimnej Wodzie, wybrałem sobie jeden z cyklu „Ikary”.  Nie był oprawiony, więc Tadeusz powiedział, że odbiorę go sobie w OBI w Olsztynie /musiał mieć pewność, że Jego obrazek znajdzie się w ramkach, bo dla Niego tylko obraz oprawiony i podpisany był dziełem skończonym/. Kiedy zgłosiłem się u ramiarza w OBI, obrazka nie było. Ale Tadeusz zapewniał mnie telefonicznie, że On „Ikara” dał do oprawy. Następnego dnia sprawa się wyjaśniła: Tadeusz podał im tak dziwne nazwisko odbiorcy, że nikt nie był w stanie skojarzyć go z moim.

Obecnie jestem posiadaczem dwóch „Ikarów”. Wiszą sobie symetrycznie / czyli tak, jak lubił Tadeusz/ tyle tylko, że po bokach obrazka z naturalistycznym bukietem kwiatów.

Mam nadzieję, Mistrzu, że w spokoju oglądasz teraz te najpiękniejsze niebieskie pejzaże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Uzupełnij pole: *