O wuju Stachu można by było opowiadać długo i przy każdej okazji. Dziś mija 98 rocznica Jego urodzin. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby dziś świętował gdzieś tam wspólnie z Karolem Wojtyłą, bo równie żywot święty mój wujek wiódł na tym grzechu i łez padole.
Nie chciałbym być posądzony o to, że coś zmyślam, gdyż wielu Stacha jeszcze pamięta, dlatego przedstawię tutaj jego własnoręcznie napisany życiorys. Wuj Stach sporządził ten życiorys jesienią 1949 roku, kiedy składał podanie o przyjęcie do Korespondencyjnego Liceum Rolniczego w Warszawie. 
____Życiorys ____
„Ja, Stanisław Bomba, syn Ludwika i Bronisławy (z Gołackich) urodziłem się 18 maja 1928 r. we wsi Ruski Bród, gm. Borkowice, pow. Końskie, woj. Łódź. Moi rodzice byli i są niezamożni, posiadają gospodarstwo rolne, składające się z 2,50 ha ziemi. Początkowo mieszkaliśmy w Ruskim Brodzie, a gdy miałem 3 lata przeprowadziliśmy się do sąsiedniej wioski (…), gdzie zamieszkaliśmy na stałe. Mój ojciec od 1921 r. pracował dodatkowo w hrabskim tartaku jako umysłowy, gdzie był niedostatecznie wynagradzany za swą pracę, a po 15 latach został zwolniony i zaczął się zajmować głównie gospodarstwem rolnym. Ja, skończywszy 6 lat, w 1934 r. pojechałem wraz z wujkiem do Brześcia n/B[ugiem] i tam chodziłem do szkoły. Skończywszy 2 oddziały w 1936 r. wróciłem do rodzinnych stron. Przy moich rodzicach skończyłem 5 oddziałów i w 1939 r. ponownie pojechałem do Brześcia n/B w celu dokończenia szkoły powszechnej, a zaczęcia innej.
We wrześniu 1939 r. wybuchła wojna – szkoły otworzono dopiero z początkiem października i ja zacząłem chodzić. W 1940 r. przed zakończeniem roku szkolnego (tj. w końcu maja) okazyjnie udało mi się wrócić do rodzinnych stron. W 1941 r. musiałem zacząć chodzić do obowiązkowej szkoły rolniczej (2 razy w tygodniu), którą skończyłem w 1943 r. W 1943 r. praktykowałem ogrodnictwo w hrabskim ogrodzie w Borkowicach. W 1944 r. pomagałem rodzicom w gospodarstwie, jednocześnie uczyłem się, czytając książki ogrodnicze i rolnicze. W miarę możności pomagałem także partyzantom.
W 1945 r. robiłem różne doświadczenia ogrodnicze w swoim małym ogródku.
W 1946 r. wstąpiłem do Gimnazjum Handlowego w Przysusze, lecz w 1947 r. w kwietniu naukę musiałem przerwać, bo ojciec podupadł na zdrowiu. W rok później ojciec zachorował na artretyzm i jest chory do dnia dzisiejszego. A w 1949 r. na jesieni byłbym poszedł do wojska, ale uzyskałem odroczenie, dlatego że ojciec jest niezdolny do pracy, a siostra małoletnia.
/podpis: S. Bomba/„ 
Na tej samej kartce papieru w kratkę wyjętej z zeszytu szkolnego (patrząc pod światło widoczne jest logo i napis „Zeszyt szkolny „), wuj Stach zaczął pisać podanie do Dyrekcji Liceum Korespondencyjnego: 
„Dyrekcjo!
Chciałbym uczyć się korespondencyjnie w dziedzinach rolnictwa, gdyż nie mogę odrywać się od gospodarstwa rolnego, bo ojciec jest chory na artretyzm.
Chcąc zostać uczniem kursu, nie jestem pewny siebie,”

A ja dziś, po wyjściu z biura KRUSu, mam coraz więcej pewności, że już niedługo udam się na zasłużoną emeryturę.
Wujowi Stachowi, oczywiście, będę ją zawdzięczać.