Represje niemieckie wobec mieszkańców mojej wsi w latach 1939-1944

Moja rodzinna wieś Morawa-Ferricudina jest obecnie niemalże skansenem, położonym w bagnistej dolinie rzeki Morawy, którą z nieznanych powodów nazywają Radomką. Niegdyś była osadą „fabrykantów”, zatrudnionych przy wytopie i obróbce żelaza. Rzędowa zabudowa rozciąga się na długości ponad jednego kilometra, głownie po wschodniej stronie drogi z Końskich do Skrzynna.
Na przełomie XIX i XX wieku, wskutek upadku miejscowego przemysłu metalurgicznego, zubożali robotnicy dość szybko zmieniają się w jeszcze biedniejszych chłopów, a ich potomstwo szuka zatrudnienia lub sezonowego zarobku na Śląsku, w Łodzi lub w Warszawie. 116 mórg ziemi uprawnej i 43 morgi łąk, bedących w posiadaniu mieszkańów od 1866 roku oraz kilkadziesiąt mórg lasu i ugorów, uzyskanych z parcelacji majątku Stefana hr. Dembińskiego w 1926 roku, stanowi podstawę egzystencji prawie 300 osób. Mieszkańcy mojej wsi bardzo niewiele mieli z tego, że nieopodal usytuowany był hrabiowski folwark leśny z nowoczesnym tartakiem, nadleśnictwem i gajówkami. Był też we wsi młyn wodny, ale kilku przezornych gospodarzy posiadało domowe żarna i rzecz jasna piece chlebowe.

Wielka Wojna Światowa, czyli ta pierwsza, napędziła stracha mieszkańcom mojej wsi tylko w 1915 roku, kiedy Austriacy przeganiali Moskali, na wschód, w stronę Puław. Potem zapanowała bieda, niedożywienie, epidemie i inne nieszczęścia, jak choćby nocna burza w noc na 1 czerwca 1917 roku, kiedy piorun poraził śmiertelnie najmłodszą z sióstr mojej babci. Doświadczenie z tej pierwszej wojny było jedynie takie, że, na wypadek konfliktu, trzeba mieć zapas jedzenia, a na wypadek burzy – zamontowane na chałupach piorunochrony.

Nikt z mieszkańców mojej wsi nie spodziewał się, że wojna z Niemcami wybuchnie, że wybuch nastąpi już 1 września 1939 r., a państwo polskie rozpadnie się niczym domek z kart po trzech tygodniach chaotycznej obrony. Nikomu się nie przyśniło, że tym razem, tuż pod nosem bedą rozgrywać się bitwy, potyczki, operacje specjalne, akcje dywersyjne, krwawe konflikty wewnętrzne, walki etniczne, działania partyzanckie, wywiadowcze itd. Na dowód mogę przedstawić przykład z rodzinnego podwórka. Otóż, bodajże 20 sierpnia 1939 roku, brat mojej mamy i jego wujek, najspokojniej w świecie, wyjechali sobie ze wsi do Brześcia nad Bugiem – pierwszy, by kontynuować naukę w szkole podstawowej, drugi, żeby kontynować pracę na stanowisku kierownika szkoły.

Absolutnie nikt z mieszkańców tej spokojnej wioski nie przypuszczał, że ktokolwiek z nich stanie się ofiarą niemieckich represji. A jak się okazało, mój dziadek Jan, nie był ani pierwszą, ani też jedyną ofiarą śmiertelną czasu wojny i niemieckiej okupacji spośród mieszkańców osady Morawa. W oparciu o własne źródła oraz o materiały z ankiety, przeprowadzonej w 1968 roku na zlecenie oddziału kieleckiego Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, ustaliłem, że w czasie wojny i okupacji niemieckiej, na skutek celowych, bezpośrednich działań okupanta straciło życie czterech mieszkańców osady oraz dwóch partyzantów, pochodzących spoza osady. Oto spis osób pozbawionych życia:

1. Paweł Cieślikowski, ur. 1880?, rozstrzelany na terenie własnej zagrody 20.09.1939 roku. Rolnik, właściciel gospodarstwa po zachodniej stronie rzeki Radomki, vis-á-vis leśniczówki „Promień”. Mieszkał z żoną Józefą z Zamariów i synem Bronisławem (ur.1913).
Według zapisu w ankiecie, został rozstrzelany na miejscu „jako podejrzany za szpiega”, „za zdradę”.
Jest to przyczyna niejasna, wieloznaczna, sugerująca rozstrzelanie przez np. żołnierzy polskich, których mniejsze lub większe grupy przedzierały się wówczas przez lasy przysuskie. W mojej osadzie i sąsiednich wsiach krążą nadal przeróżne pogłoski nt. okoliczności śmierci Pawła Cieślikowskiego: że zabito go, gdyż ktoś z terenu jego obejścia dawał sygnały niemieckim pilotom, że nie ostrzegł polskich żołnierzy, odpoczywających na jego polu przed niemiecką obławą, że przywlaszczył sobie buty zabitego polskiego żołnierza.
Dobrze obeznany w dziejach Przysuchy i okolic historyk dr Sebastian Piątkowski ustalił, natomiast, że Niemcy ok. 20 września 1939 roku przeprowadzili na terenie Przysuchy wielką rewizję, w trakcie której zabierano cywilnej ludności większość sprzętu wojskowego, który sobie ta ludność zebrała na pobojowiskach. Paweł Cieślikowski nawet nie musiał za bardzo szukać wyposażenia wojskowego, gdyż kilku polskich żołnierzy zginęło w obrębie jego posiadłości. Moim skromnym zdaniem, Paweł Cieślikowski najprawdopodobniej zginął z ręki jakiegoś obywatela polskiego, cywila lub umundurowanego, ale będącego już na służbie u niemieckiego okupanta.

2. Mój dziadek Jan, ur. 15.11.1897 r., aresztowany na podstawie specjalnej listy przez Einsatzkommando Opoczno w swoim mieszkaniu służbowym – gajówce w dniu 28 czerwca 1940 roku, skazany na karę śmierci przez sąd doraźny policji niemieckiej i rozstrzelany 2 lipca 1940 roku w Moszczenicy-Las. Gajowy w lasach prywatnych, należących do hr.Stefana A. Dembińskiego z Borkowic. Mieszkał z żoną Marianną z Patynów i trójką dzieci.
Przyczyną aresztowania i rozstrzelania mojego dziadka, według „ankieterów”, było „udzielanie pomocy oddziałowi mjr. Hubali”, a ręką weryfikatorki dopisano nawet, że „na skutek należenia do partyzantki mjr. Hubali”!
Gdyby faktycznie mój dziadek należał do OWWP mjr. Henryka Dobrzańskiego -Hubala, to ja powinienem być wnuczkiem bohaterskigo pilota Royal Air Forces, a nie zwyczajnego gajowego.

3. Szymon Matynia, ur. 11.01.1904 r., aresztowany w sierpniu 1942 roku, odstawiony do więzienia w Piotrkowie Trybunalskim i zamordowany. Mieszkał z żoną Marianną z domu Noga (ur.1912).
Z ankiety wynika, że został aresztowany i zamordowany za „wyrabianie dowodów osobistych dla partyzantów”, kiedy był „pracownikiem byłej gminy Borkowice”.
Szymon Matynia, syn Antoniego i Balbiny, urodzony w Mechlinie i podobnie jak jego brat Stanisław, ożeniony z mieszkanką mojej osady, doskonale znał lasy przysuskie, należące do hr. Henryka Dembińskiego. W 1942 roku hrabia H. Dembiński był więźniem obozu w Buchenwaldzie, a na terenie jego dóbr narastał konflikt wewnętrzny, który wykorzystywali funkcjonariusze Gestapa.

4. Józef Matynia, ur. 19.08.1910 r., aresztowany 16.04.1943 i odstawiony do więzienia w Tomaszowie Mazowieckim, do domu nie powrócił. Robotnik z pobliskiego Wawrzynowa, mieszkał z żoną Magdaleną z domu także Matynia oraz dwojgiem dzieci i szwagrem Bolesławem.
Został aresztowany – jak zapisano w ankiecie – „za pomoc partyzantom w formie żywności” i przynależność do oddziału porucznika pseudonim „Jerzy” z Batalionów Chłopskich.
Po wsi krążyła legenda, że Józefa Matynię aresztowano i rozstrzelano przez pomyłkę, gdyż to nie on, a jego młody i porywczy szwagier Bolesław Matynia miał jakoweś związki z oddziałem „Jerzego”.
Historyk łatwo skojarzy natomiast fakt aresztowania J. Matyni z bardzo udaną akcją niemiecką na uczestników kursu podchorążych Narodowych Sił Zbrojnych w gajówce „Rawicz”, przeprowadzoną 10 kwietnia 1943 roku. W czasie akcji poniósł śmierć jeden Niemiec, a w takiej sytuacji okupanci rozstrzeliwali w odwecie przeważnie 10 Polaków.

5. Pseudonim „Tarzan”. Zastrzelony podczas próby przedarcia się przez obstawę niemiecką na drodze. W ankiecie podano datę lipiec 1944 roku, więc partyzant „Tarzan” należał najprawdopodobniej do oddziału NSZ.

6. NN – zastrzelony wraz z „Tarzanem”, czyli w lipcu 1944 roku.

W ankiecie z 1968 roku widnieje jeszcze jeden pseudonim – „Junak” – partyzanta zastrzelonego w osadzie podczas obławy, ale brakuje tam nawet przybliżonej daty śmierci. Kilkanaście lat temu, pseudonim „Junak” pojawił się przy nazwisku wspomnianego już Bolesława Matyni, tylko że Bolesław Matynia pracował jako listonosz wiejski do drugiej połowy lat siedemdziesiątych XX w.

Jedynie nazwiska trzech mieszkańców mojej wsi figurują w ankietach w kategorii osób wywiezionych na roboty przymusowe na teren III Rzeszy Niemieckiej. Są to:

1. Stanisław Śnidarski, ur. 1921 r., zatrudniony w fabryce?, wywieziony w 1942 rok.
2. Stanisław Gaszyna, ur. 1920? r., zatrudniony w gospodarstwie rolnym, na wieś nie powrócił
3. Stanisław Wietrzykowski, ur. ok. 1890 roku, zatrudniony w gospodarstwie rolnym, powrócił na wieś, zmarł w połowie lat 70.

Do tej listy należy dodać następujące nazwiska:

4. Marian Jankowski, ur. 1925 r., syn Ewy Jankowskiej, wywieziony w okolice Bremy i Hanoweru, powrócił z urazem psychicznym związanym z przeżyciami doznanymi podczas dywanowych nalotów bombowych aliantów.
5. Józef Gaszyna, ur. ok. 1900 roku, żonaty z Katarzyną z domu Kaczmarek, ojciec trojga dzieci, powrócił na wieś i przez wiele lat żył w koszmarnych warunkach

Troje mieszkańców mojej wsi było więźniami lagrów w GG, Niemczech lub Austrii:

1. Paweł Polak, ur. 20.05.1896 r., syn Józefa i Katarzyny z domu Balcerak, robotnik. Powrócił z lagru Pischelsdorf (Austria) w połowie maja 1945 roku.
2. Michał Polak, ur. 29.09.1916 r., syn Kazimierza i Feliksy, robotnik, powrócił z lagru w Niemczech w połowie maja 1945 roku.
3. Marianna Gołacka, ur. ok. 1895 roku, matka Ryszarda (Kusztala) była więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego, w końcu lat 70. wyszła za mąż i zmieniła nazwisko na Wietrzykowska oraz miejsce zamieszkania (z rodzinnej wsi przeprowadziła się do sąsiedniego Bolęcina)

Ofiarami niemieckich represji byli też młodzi mężczyźni, zmuszeni do pracy w służbie budowlanej, czyli w Baudienst. Według moich ustaleń byli to:

1. Bolesław Noga, ur. 26.10.1923 r., syn Ignacego i Marianny z domu Sikora
2. Jan Kusztal, ur. 12.11.1924 r., syn Michała i Marianny z domu Matynia
3. Stanisław Drabczyk, ur. 29.01.1924 r., syn Stanisława i Marianny z domu Bąba

W moim przekonaniu ofiarami represji niemieckich byli też mieszkańcy Warszawy, którzy zostali tymczasowo zakwaterowani w mojej wsi po upadku Powstania. Ale tę listę dopiero przygotowuję do publikacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


+ dwa = 8

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>